Autoportret, 9 kwietnia 2017

Nie podobają mi się początki autoportretów. Moje imię się nie zmieniło, zawsze też będę córką, wnuczką, kiedyś czyjąś żoną i mamą. Zwróćmy uwagę na inne kwestie.

Wiele dobrego wprowadza w moje życie słowo pisane. Czytam dużo, bez zamykania się przed żadnymi gatunkami literackimi. W tym roku zaufało mi wiele wydawnictw, dzięki czemu często mam dostęp do premier często z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Bardzo mnie to cieszy – lubię obserwować jak moja biblioteczka rośnie proporcjonalnie do listy książek przeczytanych (bo prowadzę taką listę, zapisuję też tytuły obejrzanych filmów, przesłuchanych płyt i kontroluję w bullet journalu postępy w oglądaniu seriali). Regularnie chodzę na koncerty, do kina i chcę ten zwyczaj podtrzymywać.

Mam kilka notesów, w których zapisuję cytaty z książek, przypadkowe myśli i wiersze, robię to z przekonaniem, że kiedyś wszystkie wykorzystam przy opisach zdjęć na Instagramie. Skoro już o nim mowa, obserwuje mnie 14 tysięcy osób i gdybym mogła, zajrzałabym do nich wszystkich i zostawiła po sobie ślad na znak pewnej wdzięczności, że ze mną są. Zdarza mi się tak robić, a samemu Instagramowi poświęcam co najmniej godzinę dziennie. Do tego screenuję, gdy zaczyna mnie obserwować ktoś, kogo podziwiam i czerpię dużo pozytywnych emocji z racji swojego działania w tej zdjęciowej społeczności. Inaczej ma się blog, opuszczam go na długie tygodnie i nie potrafię wyrobić w sobie nawyku regularności.

Nadal nie lubię pisania prac zaliczeniowych i prowadzenia samochodu, za to przekonałam się do komunikacji miejskiej, którą przez trzy ostatnie lata traktowałam jak zło konieczne i w efekcie codziennie wszędzie chodziłam pieszo, co było niekoniecznie ekonomiczne czasowo.

Wciąż studiuję polonistykę, czwarty rok okazał się być tym, który przynosi sporo satysfakcji. Prowadziłam lekcje w szkole podstawowej, w liceum i za parę dni będę uczyć gimnazjalistów. Pracuję w agencji 360, gdzie zajmuję się mediami społecznościowymi, ale wciąż nie czuję się wystarczająco dobra w tej dziedzinie i podobnie jak z czasem na prowadzenie bloga, chciałabym umieć wygospodarować czas na rozwój, kursy, szkolenia. To zdecydowanie jest droga (obok szkolnej), z którą chciałabym wiązać przyszłość.

Coraz lepiej rozumiem idee życia w rytmie slow. Minęły dwa lata odkąd założyłam blog o nazwie Wolniej i cieszy mnie, że dzięki temu moje życie, chociaż nieidealne, powoli zwalnia bieg. Nauczyłam się dokonywać lepszych wyborów, zwracać uwagę na jakość i czytać etykietki. Nie robię nieprzemyślanych zakupów, nie lubię, gdy coś się marnuje i jestem niezła w czarowaniu „czegoś z niczego”.

Ciągle wierzę w pracę. Nawet jeśli w tym upadam i zamiast czytać lekturę czy przygotowywać materiał dla agencji oglądam serial, to wiem, że tylko pracą mogę cokolwiek osiągnąć. Lubię słowa: „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało od ciebie”. Chodzę do kościoła. W tym momencie kończę czytać książkę Bóg w wielkim mieście Katarzyny Olubińskiej i jestem zachwycona.

Mam swoją ulubioną koszulkę kupioną na koncercie, granatową torbę i mleczny lakier hybrydowy, który mógłby nie schodzić z moich paznokci. Nie używam szminek, nie słodzę napojów, szpilki noszę od święta. Lubię kwiaty, kolory ziemi i dziewczęce pastele. Dobrze mi ze sobą. Żyję po swojemu, realizuję swoje małe projekty i wiem, że to, co robię teraz, wyda owoce w przyszłości.

Taka jestem dzisiaj, 9 kwietnia 2017 roku, w dniu swoich dwudziestych trzecich urodzin.

  • Wszystkiego najlepszego Olu. Spełnienia wszystkich marzeń, dobrego zdrowia, wymarzonej kariery i szczęścia bez pogoni za zbytkami 😘

  • Pięknie to napisałaś! Wszystkiego dobrego!

  • Jeszcze raz, wszystkiego dobrego. Piękny portret, dowiedziałam się o Tobie sporo nowych rzeczy 🙂

    • Fajnie, że nawet osoba, która zna mnie dłużej mogła się czegoś dowiedzieć 🙂 Dobrego dnia, Haniu! 🙂