Kategoria

Kultura

Nigdy nie byłam wielką fanką gier komputerowych. Miałam co prawda moment, że szalałam za Simsami i wydawałam na kolejne dodatki do nich wszystkie swoje oszczędności, ale im starsza byłam, tym bardziej nudziła mnie na zabawa w życie na ekranie, aż nadszedł moment, kiedy zaczęłam uważać to za stratę czasu, bo zamiast godzinę  rozwijać karierę swojego Sima, mogłam na przykład przeczytać 100 stron książki i to wydawało mi się zwyczajnie słuszniejsze.

Co by tu przeczytać w wakacje… Podejrzewam, że taka myśl towarzyszy większości uczniów i studentów, którzy książki lubią, ale zmęczeni po całym roku nauki (albo poprawianiu ocen na koniec i sesji) i nie chcą, żeby ich wakacyjne czytadła były zawiłe i szkatułkowo skomponowane jak Rękopis znaleziony w Saragossie i ciążyły na ramieniu jak cała trylogia Sienkiewicza.