Co ma wspólnego smażony dorsz z filozofią slow life?

wakacje nad morzem

Oglądasz na YouTube klip wideo z najlepszych wakacji pod słońcem. Widzisz pięknych i uśmiechniętych ludzi, którzy lecą VIP klasą do egzotycznego kraju. Wygrzewają się na złocistym piasku. Kąpią w krystalicznie czystym morzu. Popijają słodkie drinki pod prawdziwymi palmami.

Co czujesz?

Czytasz tekst, w którym autor pisze o swoich zarobkach z ostatniego roku. Kilkaset tysięcy złotych. Suma, której nie zarobisz przez najbliższe pięć, a może nawet dziesięć lat. Autor wprawdzie nie spędza wakacji za granicą, ale na co dzień nocuje w hotelach po kilka stówek za dobę. Wiesz, bo napisał o tym kolejny tekst.

Co czujesz?

Przeglądasz perfekcyjne zdjęcia na Instagramie. Nienaganna sylwetka, idealna opalenizna, modne i gustowne ciuchy, droga biżuteria i wcale nie tańszy zegarek. Model, modelka. Stworzeni na podobieństwo swoje, chodzące ideały.

Co czujesz?

high life

Przewijasz newsfeed na Facebooku. Wysokie, przeszklone biurowce. Eleganccy panowie i szykowne panie. Idealnie dopasowane garnitury, garsonki szyte na miarę. Odpowiedzialne stanowiska, poważne spotkania i rozmowy. High life, który czasem oglądasz również na amerykańskich filmach. Ale na Facebooku to wszystko wygląda jakoś bardziej wiarygodnie.

Co czujesz?

Czujesz złość. Czujesz frustracją. Czujesz się oszukany. Zawiedziony. Nieszczęśliwy. Niespełniony.

Bo idealne życie omija cię łukiem. Bo nie leżysz na złocistej plaży pod palmą. Nie śpisz w najdroższych hotelach w Polsce. Nie wyglądasz jak milion złotych. I nigdy tego miliona nie zarobisz w swojej pracy.

I wcale nie chodzi o to, że jesteś na samym dole. Nic z tych rzeczy. Jesteś klasą średnią. Przeciętnym szaraczkiem. Chodzisz do pracy, zarabiasz dwa tysiące na rękę, wyjeżdżasz na wakacje do domków letniskowych w jednej z nadmorskich miejscowości i zajadasz smażonego dorsza.

Wiesz co? Ten dorsz, choć smażony na starym tłuszczu sprzed tygodnia, jest twoim szczęściem. Siedzisz ze swoją drugą połówką w przyportowej smażalni i czujesz się szczęśliwy.

Uwierzysz? Uwierzysz, bo czułeś to nie raz. Nie wypieraj się. Potrafisz być szczęśliwy, zarabiając dwójkę na miesiąc, jedząc domowe obiadki i robiąc zakupy w Biedrze. Nie musisz jeździć na Karaiby, opalać się na dachu hotelu w Monaco i kupować drogiej biżuterii w ekskluzywnych salonach.

Dopóki nie zajrzysz do Internetu i nie wciągnie cię idealne życie z Youtuba, Instagrama i Facebooka, jesteś szczęśliwym człowiekiem. Żyjesz tutaj i teraz, swoim własnym życiem, na swoim poziomie. Twój problem zaczyna się wtedy, gdy za bardzo przywiązujesz się do tego, co na ekranie.

Mówisz, że to dla inspiracji. Dla motywacji. Po to, by zrobić coś ze swoim życiem. Ale nie robisz z nim nic. A im dłużej obserwujesz z ukrycia idealne życie innych, tym bardziej dochodzisz do wniosku, że ty na takie nie masz szans. Nie jesteś wystarczająco dobry, wystarczająco elokwentny, brak ci samozaparcia, a przede wszystkim silnych pleców, które gotowe cię wesprzeć.

Więc oglądasz te wszystkie idealne zdjęcia, filmy, statusy i frustrujesz się, że to nie dla ciebie. Pięć minut, kwadrans, godzina, dwa dni, miesiąc. Podglądanie cudzego życia jest wciągające. Łatwe. Proste. Niewymagające. I przyjemne. Przynajmniej do czasu, gdy wszechobecne piękno nie zaczyna kuć cię w oczy.

A potem tylko płacz. Do wewnątrz. Skrycie. Tak, by nikt nie zauważył, że chciałbyś więcej i mocniej.

Nie powiem ci teraz, że możesz, że potrafisz i że tylko niebo jest limitem. Te teksty znasz już na pamięć. Nie przypomnę ci, że możesz być piękny, idealny i wyjątkowy, jeśli tylko weźmiesz swoje życie krótko za pysk i nadasz mu odpowiedni kierunek. Brzmi znajomo, prawda?

Only sky is the limit

Wiesz, co ci powiem? Przestań podglądać innych. Odetnij się od wszechobecnego piękna w Internecie. Odsubskrybuj popularne kanały na YT, porzuć blogi ludzi sukcesu, wyrzuć ze smarftfona instagram, a fejsa ogranicz do znajomych na swoim poziomie. Dorsz na starym oleju znów będzie smakował wyjątkowo. Będziesz szczęśliwy, obiecuję.

Jest jeszcze jedna opcja. Możesz wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć działać. Ci wszyscy idealni ludzie z Internetu wcale nie są lepsi od ciebie i wcale nie mieli od ciebie więcej szczęścia. Oni po prostu coś ze swoim życiem zrobili. A wszystko inne zamietli pod dywan i schowali przed oczami publiki. Tak jak ja w tym tekście.

Jak myślisz, jestem w tej chwili na Karaibach, czy zajadam smażonego dorsza?

[separator type=”thick”]

Podobał ci się ten wpis? Pokaż go światu. Dzięki poniższym przyciskom zajmie ci to tylko chwilę.

  • Renata Reni Tom

    Myślę, że jesz dorsza 🙂

    • Obecnie piję podrabiane Bacardi. Podrabiane, bo z cytryną. Na limonkę muszę zarobić.

      • Potwierdzam, pije. Co prawda z cytryną i bez parasolki, ale za to z lodem i czerwoną słomką 🙂

      • Renata Reni Tom

        Ja muszę zarobić na Bacardi 😉 ale cytryny mam, jest szczęście 😀

  • Danuta Rozmys

    Świetny artykuł.Dziękuję ,wiem co teraz mam robić.Pozdrawiam.Wolę dorsza…:))

  • Wow świetny tekst! Teraz żałuję, że nie ma ich na twoim blogu. Pomyśl o oddzielnej kategorii, albo wróć do pisania starego bloga. Marnujesz się, a mógłbyś dać ludziom do myślenia tymi tekstami!

  • Strzał w 10!

  • To chyba Epikur mówił (albo któryś z jego hellenistycznych kolegów), że szczęście jest zawsze takie samo, i wcale nie trzeba do tego fikuśnych rzeczy, tylko wystarczy właśnie smażony dorsz. Przecież nie można być bardziej szczęśliwym od bycia szczęśliwym. Trzeba tylko nauczyć się być szczęśliwym dostrzegając ile szczęścia jest w smażonym dorszu.

Podobne wpisy