Cytat na dziś i jagody na szklanki

z

„Jeżeli by kto kiedykolwiek uważał, że jest sam na świecie – to dałby tym niewątpliwy dowód braku wyobraźni. Nikt z nas nie jest sam. Ludzie oddziałują na siebie nawzajem, jakby byli połączeni kręgami tajemniczej energii – a przez każdego z nas przechodzi przynajmniej kilka takich kręgów. Dzięki temu wszystko, co czynimy, każde nasze uzewnętrznione uczucie, a może i myśli – nawet te, którym nie dajemy wyrazu – zyskują zaskakujący rezonans. Każdy z nas, nawet nieświadomie, wpływa na innych i staje się ogniwem łańcucha myśli, uczuć, reakcji i wydarzeń mogących zogromnieć wręcz do procesów historycznych. Tak więc nigdy nie wiesz, czy fakt, żeś rano zachował się podle wobec kolegi w szkole, nie sprawi, iż w południe następnego dnia kto inny dostanie zawału, za tydzień dojdzie do poważnej scysji rodzinnej w miejscowości położonej na drugim krańcu Polski, a po roku jakiś mąż stanu wyda złą decyzję, mogącą zaważyć nawet na losach świata. Bodźce negatywne bowiem wykazują zdumiewającą żywotność, przypominając w tym wirusy. Jednym złym czynem prowokujemy zło w innych ludziach, a ono – raz wyzwolone – mnoży się już bez końca. Całe szczęście, że z dobrem jest tak samo. Dobry czyn, dobre słowo czy myśl powodują pozytywną reakcję w coraz to nowych osobach i mogą przenosić swój ładunek dalej i dalej – rosnąć w postępie geometrycznym i pomnażać zasób Dobra we Wszechświecie. Wystarczy sobie to uprzytomnić, by poczuć ciężar tej odpowiedzialności.  Bo przecież naprawdę nikt nie jest sam. Wpływamy na siebie nawzajem – i często zdarza się, że przelotne spotkanie, rozmowa, wymiana myśli, złośliwy żarcik nawet – potrafią wyżłobić głęboki ślad w czyjejś pamięci i zaważyć nawet na całym życiu człowieka*”.

Było pewnie, że w całości muszę to zacytować, gdy ostatnio trafiłam na taki początek rozdziału w książce. Dobrze napisana prawda.

A gdy nie czytam, włączam muzykę, która innych przyprawiłaby o mdłości albo, w najlepszym wypadku, uśpiła. Mnie jednak nastraja do pracy. Rozdrabniam drożdże, dodaję do nich co trzeba, odstawiam. Zajmuję się czymś innym. Mija zaledwie kilka minut. Chwila ciszy – zmieniają się piosenki. Słyszę syczenie. Co tak syczy? Rozglądam się. O matko, moje drożdże! Ożyły i postanowiły rozpłynąć się w przeróżnych kierunkach. Spokojnie, tylko spokojnie, ratuję ile się da i w tempie przyspieszonym zagniatam ciasto. Jednak będą te bułki!

zzzzz

* 1 kg mąki 
* paczka drożdży 
* dwie szklanki mleka
* szklanka cukru
* 1/3 kostki margaryny
* 5 żółtek
* dwie szklanki jagód

1. W dużym kubku rozdrobić drożdże, dodać 5 łyżek ciepłego mleka, trzy łyżki cukru i dwie łyżki mąki. Rozrobić i odstawić na 20 minut.
2. Mleko, cukier i margarynę podgrzać w rondelku do rozpuszczenia. Ostudzić. Kiedy mieszanka będzie letnia rozprowadzić w niej żółtka.
3. Do miski przesiać mąkę. Jeśli drożdże już wyrosły, dodać je, potem stopniowo wlewać przestudzone mleko z cukrem, margaryną i żółtkami. Zagnieść ciasto i odstawić na ok. 50 minut.

4. Jagody wymieszać z trzema łyżkami cukru i opcjonalnie z łyżką mąki ziemniaczanej.
5. Gdy ciasto wyrośnie, odrywać niewielkie kawałki, formować w kulki, następnie dłonią stworzyć z niej placek, na nago środku umieścić łyżkę jagód, zakleić dokładnie (jak pierogi) i nadać im kształt bułki.
6. Piec w temperaturze 200 st. przez 15-20 minut. wystudzone można posypać cukrem pudrem lub polać lukrem.

zzzz

zz

z

zzz

*Musierowicz Małgorzata, Opium w rosole, Akapit Press, Łódź 1999, s. 219.

Jaki cytat zapadł ci ostatnio w pamięci? Jakie przysmaki towarzyszą ci tego lata?

  • Ale narobiłaś mi smaku tymi bułeczkami! Muszę jednak poczekać zanim je zrobię, bo już obiecałam sobie i mamie, że na dniach upiekę szwedzkie kanelbullar 🙂
    „Opium w rosole” to jedyna książka Musierowicz, która przypadła mi do gustu. Mimo że czytałam ją jakoś w gimnazjum, pamiętam słowa, które przytoczyłaś 🙂

    • Mam się wstydzić, że nie wiedziałam, czym są kanelbullar? Szwedzkie w dodatku? 🙂

      Musierowicz nadrabiałam dość późno, bo po liceum. Wcześniej, jeszcze w gimnazjum, przeczytałam tylko pierwsze trzy części i niewiele z nich pamiętam. Teraz została mi jeszcze ostatnia, „Wnuczka do orzechów”, albo to, albo już zgubiłam rachubę. Ostatnio kontakt z Jeżycjadą miałam ponownie, bo między innymi z niej odpowiadałam na egzaminie z literatury dla dzieci i młodzieży i nawet przedostatni wykład w całości był temu poświęcony 🙂

  • Niezły wstęp do pieczenia;))

  • Jagodzianki, uwielbiam <3 choć tego lata chyba najwięcej jem bobu 😀

  • Monika Tetela

    Jagodzianki! Jak małe dziecko powiem, że moja mama i tak robi najlepsze 😀 Pamiętam, że do szkoły zawsze nosiłam dwie porcje – dla siebie i dla kolegów.

    Ostatnio więcej piszę niż czytam, ale zabrałam do Lwowa „Ptasi Śpiew” Faulksa. Będąc na Cmentarzu Orląt Lwowskich uderzyła mnie liczba kwater, ludzi, którzy tam lezą i że to naprawdę były dzieci – po 13, 14, 15 lat, kapitan w wieku lat 22. A w hotelu przeczytałam taką scenę, kiedy bohaterka znajduje pomnik brytyjskich żołnierzy zaginionych pod Sommą i uderzył mnie podobieństwem wrażeń:
    „Gdy zaczęła do niego podchodzić, ze zdumieniem zobaczyła, że pokrywają go napisy. Z bliska okazały się nazwiskami. Całą jego powierzchnię zapełniały brytyjskie nazwiska; ich wyżłobione litery od stóp Elizabeth sięgały do samej góry łuku. Na wszystkich płaszczyznach czterech kolumn ciągnęły się i wznosiły nazwiska, pokrywające kamienne metry, dziesiątki, setki metrów. (…) Spojrzała na kopułę nad głową, a potem w panice rozejrzała się po niekończących się żłobieniach, będących jakby przypisami, którymi opatrzono niebo.
    – Z całej wojny? – spytała, kiedy powrócił jej głos.
    Mężczyzna pokręcił głową.
    – Tylko z tej okolicy – ruchem ręki ogarnął otaczające ich pola”
    Sebastian Faulks, Ptasi Śpiew,Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2013, s. 303
    Samą książkę polecam, dużo ciekawsza od ekranizacji, a ekranizacją swego czasu się zachwycałam 🙂
    Pozdrawiam!

  • www.kwietniowaaa.blogspot.com

    W jednym fragmencie cytatu przyszedł mi na myśl efekt motyla, cytat bardzo daje do myślenia.

    Jagodzianki dobrze by było zrobić samodzielnie, niestety te na które trafiałam w sklepach nie przypadły mi zbytnio do gustu, nie sięgają do stóp znaczy nie sięgają do mąki tym które pamiętam z dzieciństwa.

    http://www.kwietniowaaa.blogspot.com

  • Paulina Dziedzic

    jadłam dzisiaj taką jagodziankę na śniadanie 🙂
    paaula-fotografia.blogspot.com

Podobne wpisy