Czego nauczyłam się od dzieci, które mają mniej?

Nie jestem królową rozmów i pogawędek (co innego z czytelnikami tutaj), ale całkiem nieźle wychodzi mi obserwowanie ludzi i ich zachowań. Łączę to potem ze stylem życia jaki prowadzą (lub do jakiego dążą), zdarza mi się nawet zastanawiać, dlaczego dana osoba tak, a nie inaczej zachowała się w konkretnej sytuacji.

Ze szczególną uwagą i zainteresowaniem obserwuję dzieci.

Miałam do tego mnóstwo okazji – wizyty w domach dziecka, jednodniowe warsztaty w różnych placówkach organizowane przez uniwersytet, spędzanie czasu z dziećmi w przedszkolach, jak i samo częste obracanie się w środowisku, które nie zawsze jest w stanie zapewnić swojemu potomstwu więcej niż jedzenie i wielopokoleniowe ubrania.

Dzieci, które obiektywnie patrząc, mają mniej niż inne, potrafią dać nam wiele pięknych lekcji. Wystarczy je dostrzec.

 

dziecko zz

 

Pomoc rodzinie i innym

To stwierdzenie wydaje mi się dość odważne, bo za chwilę każdy, kto miał całkiem normalne dzieciństwo i niczego mu nie brakowało może się oburzyć, że i tak pomagał rodzinie, i nadal to robi. Napiszę to jednak.

Załóżmy, że jest rodzeństwo. Dodajmy, że nigdy im się w domu nie przelewało. Zdarzało się nawet, że musieli dzielić między sobą przybory szkolne, białą bluzkę na akademię i batonik czekoladowy.

Z drugiej strony postawmy rodzeństwo, które ma wszystko w oddzielnych egzemplarzach plus często spełniane są ich zachcianki, takie jak nowa zabawka, słodycze, gadżety technologiczne.

Masz to przed oczami?

To teraz pomyśl, czy nie mam racji twierdząc, że dzieci z przykładu pierwszego będą zawsze stać za sobą murem i część pierwszych zarobionych przez siebie pieniędzy oddadzą rodzicom albo zabiorą młodsze rodzeństwo do zoo? Mam nieodparte wrażenie, że dzieci, którym czegoś w życiu brakowało, potrafią lepiej zrozumieć innych, wyciągnąć pomocną dłoń, gdy zachodzi taka potrzeba.

 

Poszanowanie jedzenia i rzeczy

Ile to razy zostało coś z obiadu albo dostałam z domu jakieś jedzenie i tak długo leżało w lodówce, że nadawało się tylko to wyrzucenia? Ile razy bardzo chciałam coś mieć, a jak już dostałam, to albo szybko mi się znudziło, albo niezbyt o to dbałam i nieźle się podniszczyło?

Mogłabym dopisać dużo odpowiedzi do tych pytań. Ktoś bez wachlarza możliwości nie jest wybredny. Nie wyrzuca do kosza. Nie lubi marnotrawstwa. Docenia.

 

Pozytywne podejście do edukacji

Sami nauczyciele często stwierdzają, że wdzięczniejszymi uczniami są osoby z mniej zamożnych rodzin. Są bardziej sumienni, staranni, nie bagatelizują poleceń, prac domowych i słów nauczycieli. Co więcej, oni potrafią szczerze uwielbiać belfrów i nie czuć, że ich do czegoś zmuszają.

Może dlatego, że widzą w nauce drogę do lepszego życia? Może to oderwanie od nieciekawej rzeczywistości? Niemniej jednak, warto się temu zjawisku przyjrzeć i chwilę zastanowić.

 

Mniej znaczy więcej

Moja babcia opowiadała mi jak byłam mała, że ja mam bardzo ładne laleczki, od imitujących bobaski po Barbie, a ona tak nie miała.

Żeby móc pobawić się lalką, brała kawałek szmatki, zwijała w rulonik, a ten rulonik w inny kawałek materiału. I tym sposobem powstawał dzidziuś w beciku.

Dzisiaj wzrusza mnie myśl o takich zabawach i fascynuje siła wyobraźni dzieciaków, które nie mają podanych na tacy zabawek, a potrafią zrobić i dopełnić wyobrażeniem swój świat. Z drugiej strony, czy szmatki, pudełeczka, zapałki, kijki i inne tego rodzaju przedmioty nie rozwijają bardziej, niż kolorowy Spiderman czy przerażająca postać Monster High?

 

Jestem dziś wyjątkowo ciekawa, czy się ze mną zgadzasz.
Napisz.

[separator type=”thick”]

Podobał ci się ten wpis? Pokaż go światu. Dzięki poniższym przyciskom zajmie ci to tylko chwilę.

  • Hm, sądzę, że w przypadku porównywania dzieci z rodzin ubogich i zamożnych, obu niepatologicznych, w których rodzice poświęcają dzieciom czas rzeczywiście zachodzi opisane zjawisko. Przy zmianie któregoś z czynników (rodzice jednego z porównywanych dzieci lepiej je wychowują) to zjawisko może nie zajść. A w porównaniu z większością podobnych tekstów o czynnikach wpływających na dzieci (w stylu: jedynaki są samolubne) jest to i tak bardzo dużo.

  • Pięknie to wszystko ujęłaś w słowa. Dzieci naprowadzają nas taką ścieżkę, z której życie nieraz potrafi nas strącić.
    Przybijam polonistyczną piąteczkę, siostro! 🙂

  • Nie mam zbyt wielu okazji by poznawać obecne pokolenia dzieci, ale mogę się wypowiedzieć, biorąc pod uwagę obserwację moich rówieśników kiedyś. Pamiętam jak jeździłam na wieś do dziadków. Było tam mnóstwo ubogich dzieci. Lgnęły do nas bardzo, bardzo chciały się bawić i kumplować z „miastowymi” dziewczynkami. Zabawek tez nie było takich wymyślnych jak teraz i wielką frajdę sprawiały nam zabawy w sklep, gdzie ziemniakami było kilka kasztanów lub kamieni, przyprawą był jakiś chwast, pieniędzmi liście lub kawiarnię gdzie za piękne porcelanowe filiżanki robiły zwykłe koszyczki na szklankę. W późniejszym – nastoletnim okresie – pamiętam, że z radością witali mnie rodzice mojej koleżanki, która była jednym z sześciorga dzieci. Nie było dla nich problemem, że przyszłam. Zawsze czymś poczęstowali. Teraz jednak obserwuję, że t5ak jak sterylnie zamykają się w swoim otoczeniu dorośli to samo czynią i dzieci.

  • W dużej części się z Tobą zgadzam. Ale to nie tylko dotyczy dzieci. Jeśli znasz „smak” ciężkiej pracy, wiesz co to niedostatek (czy to materialny czy uczuciowy), co znaczy upokorzenie itd. to lepiej docenisz to co masz. To jest pokora. Poza tym jest jeszcze coś takiego jak empatia. Jeśli ktoś jej nie ma to nie zrozumie innej osoby. I tak w „biednej” rodzinie zdarzają się egoiści, którzy ukryją batona przed rodzeństwem. A w zamożnej rodzinie rodzeństwo podzieli się jednym cukierkiem czekoladowym.
    No i jeszcze kwestia wychowania dziecka. To my rodzice mamy szalenie duży wpływ na to jakim człowiekiem się stanie nasze dziecko. I o tym należny przede wszystkim pamiętać 🙂

  • Mądry tekst. Swego czasu prowadziłam wakacyjne zajęcia dla dzieci z małej wioski. Do tej pory pamiętam, jak bardzo zaskoczyła mnie ich wyobraźnia i kreatywność i to, jak potrafiły się cieszyć małymi rzeczami.

  • czescmaszto

    Całkowicie się z Tobą zgadzam. Można stwierdzić, że takie dzieci (później osoby dorosłe) są (będą) o wiele bogatsi od tych bardziej zamożnych, co mają/mieli wszystko.

  • Zgadzam się z Tobą 🙂 i podpisuję się pod tym, co ktoś napisał kilka komentarzy poniżej, że w każdej społeczności, czy tych bogatych, czy tych biednych, znajdą się dwa przeciwstawne charaktery…
    Ostatnio miałam okazję przebywać z dziećmi i obserwować ich zachowanie. Ciekawe było to, że kilkoro z nich cały czas opowiadało o grach komputerowych ( w których podcinają głowy itp.), a część z dzieci chciała się po prostu bawić, skakać na trampolinie i całkowicie była oderwana od świata internetu i telewizji. Nie mówię, że dzieci nie powinny korzystać z komputera, bo przecież jest on pomocny zwłaszcza w szkole. Uważam jednak, że kreatywne tworzenie własnych zabawek jest bardziej rozwijające dla małego człowieka niż np. Monster High.
    P.S.: Piękny szablon bloga 🙂

  • Wydaje mi się, że lepiej nie generalizować bo to zależy i często jest to kwestia wychowania… Mój 13-letni brat ma wszystko co chce, generalnie rodzina spełnia jego zachcianki od razu ale jest zupełnym przeciwieństwem egoizmu, jak dostaje słodkie to zawsze pyta wszystkich czy ktoś nie chce kawałka, oceny ma świetne, jest bardzo ciekawy świata. Znam jego znajomych z dość biednej rodziny i oni by się natomiast w życiu nie podzielili z rodzeństwem niczym, nie mają w domu komputera ani telewizora więc te rzeczy ich najbardziej interesują na świecie i jak przychodzą w gości to tylko na gry. Oczywiście znam też zupełne przeciwności 😉
    Każde czasy mają swoje plusy i minusy, ja jestem za tym żeby zawsze szukać tych pierwszych 🙂

  • Zgadzam się. Ten sam schemat zachowania funkcjonuje też jesli mowa o emocjach, uczuciach. Materialnie można mieć wszystko. Podane, zachcianki psełnione, po jednym batoniku a nawet pudełku na każde dziecko. Jesli jednak jest deficyt emocji i uczuć, to takie dzieci potrafią dać z siebie innym ludziom. W dzieciństwie i później w dorosłym zyciu.

  • Niestety, ale nie jestem w stanie się z tym zgodzić. Wszystko jest kwestią bardzo indywidualną i nie jest to rzecz zależna tylko i wyłącznie od naszego statusu materialnego. Z moim bratem w dzieciństwie naprawdę nie mogliśmy narzekać, a oboje bardzo chętnie dzielimy się z innymi i to nie tylko materialnie, ale również poświęcając swój czas itd. Mama zawsze wychowywała nas w poczuciu poszanowania dla tego, co mamy, dla ciężkiej pracy naszego ojca i tego, że na świecie żyje wiele dzieci, którym brakuje tego, co dla nas jest oczywiste.

    Rozbraja mnie nieoszczędność niby gorzej sytuowanych ode mnie osób, które kupuję górę jedzenia, a później większość ląduje w koszu, które nie są w stanie zgasić za sobą światła czy nastawiają pranie z jedną rzeczą w bębnie. A później pretensje, że ktoś inny ma, a oni nie. Denerwuje mnie ta polska gloryfikacja biedoty – jak gdyby status materialny świadczył o charakterze człowieka. Na świecie jest wielu zarozumiałych bogaczy i dobrodusznych biedaków, ale też bardzo dużo ludzi majętnych o dobrych sercach i podłych osób, którym ponoć „nie wyszło”.

  • Z większością się zgadam, wątpliwości budzi tylko ten pozytywny stosunek do nauki. Gdy w domu nie poświęca się temu zbytniej uwagi, dzieci nie traktują tego, jako czegoś wartościowego. Wiadomo, patologie są wszędzie – jednak częściej w tych biedniejszych rodzinach, gdzie dzieci raczej nie mają szansy myśleć w pozytywnych kategoriach o nauce.

  • Obserwowanie ludzi jest bardzo interesującym zajęciem, bo jeszcze przed pierwszym: „Hej, jestem Dawid” można się wielu rzeczy dowiedzieć i to nie tylko chodzi o ubiór. Obserwowanie naszych rówieśników wydaje się być dużo trudniejszym zajęciem niż obserwowanie dzieci, bo one po prostu nie ukrywają tak swoich emocji. Jak obserwujesz takiego 20-latka to musisz się nieźle wysilić, bo oprócz dobrego wzorku przydaje się jeszcze umiejętność dedukcji. Napisałaś, że dzieci które miały mniej potrafią bardziej docenić to co od życia dostały. A ja bym do tego dodał jeszcze te wszystkie dzieci, które w swoim życiu maiły więcej tych przykrych doświadczeń niż tych miłych (myślę tu np. o dzieciach niepełnosprawnych). Ale wracając do tematu, (bo trochę za bardzo odpłynąłem). Wszystkie dzieci, które nie urodziły się na Wall Street są powiedziałbym zmuszone do szukania trudniejszych rozwiązań, bo najprościej jest wziąć pieniądze i załatwić to co trzeba. Ale jak nie masz tych pieniędzy to liczy się kreatywność a ona dużo bardziej nas rozwija niż pieniądze.

    • Cześć, Dawid!
      Upominałeś mnie o komentowanie i jestem, mówiłam, że odpisuję, ale nie zawsze od razu. Dziękuję Ci za cenne uwagi.

      Obserwowanie osób 20+ rzeczywiście jest szalenie trudne, często można się pomylić w swej ocenie, oj często.

      • Ja też nie codzienne sprawdzam odpowiedzi na disqusie, bo nie mam go zainstalowanego. A co do cennych uwag, to mnie by się też pewnie kilka przydało 😀 Ja nie unikam ludzi i kontaktów z nimi, ale wiem, że rozmawiając z kimś sam na sam, mogę się o wiele więcej dowiedzieć.

Related Posts