Czy nastolatek wie kim chce zostać w przyszłości?

Kończyłam gimnazjum, kiedy w głowie pierwszy raz zaświtała mi myśl, że pójdę na polonistykę. Tak po prostu pojawił się pomysł, zapuszczał korzenie przez kolejne trzy lata szkoły średniej, by wreszcie po maturze wydać owoc – rekrutowałam na filologię polską. Poza tym na dziennikarstwo, pedagogikę i różne specjalizacje tej filologii, na wszystkie się dostałam, ale wybrałam bycie nauczycielką.

Moje przekonanie o słuszności tej drogi potwierdzała moja licealna polonistka, którą uwielbiałam i siebie na jej miejscu widziałam za kilka lat. To znaczy, wcale nie chciałam pozbawić ją pracy. Wiesz, chodzi o workstyle. 😉

nastolatek
fot. Cezary Szymkiewicz

Nie zaprzątało mi głowy to, że trudno będzie mi znaleźć pracę albo fakt, że może ja wcale się do tego nie nadaję. „Jakoś to będzie”, „Co ma być, to będzie”, „Czas pokaże”, „Dam radę” – oto moje dewizy sprzed kilku lat.

Czy młody, w zasadzie jeszcze nastoletni człowiek, wie, co chce robić w przyszłości? Jakie ma pojęcie o zawodach oprócz tego, że lekarze i prawnicy zarabiają krocie, a absolwenci socjologii, politologii i innych -ogii szukają zaczepienia gdziekolwiek, bo jednak trzeba coś jeść?

 

Gimnazjalna pułapka

Rozmawiam sobie czasem z „moimi” uczniami między wykonywaniem ćwiczeń i podpytuję o różne rzeczy. Na przykład o to, kim chcą zostać w przyszłości. Dziewczynki chcą być aktorkami, piosenkarkami, nauczycielkami, wizażystkami, chłopcy trzymają to w tajemnicy, raczej nie są wylewni. Większość z nich, szóstoklasistów, pierwszego małego wyboru będzie musiała dokonać za niecały rok, bo sporo szkół gimnazjalnych ma już profilowane klasy. Swoją drogą, trochę naciąganych, bo wedle prawa mogą w gimnazjach publicznych być cztery typy klas: ogólna, sportowa, językowa i integracyjna. Wszelkie inne wymysły, jak matematyczna, historyczna, artystyczna i te wszystkie kuszące profile to tylko chwyt, by przyciągnąć uczniów. Przeciętna Kasia, która właśnie skończyła podstawówkę nie wie, że liczba lekcyjnych godzin na poszczególnych etapach edukacji jest określana przez ministerstwo i te wymyślne profile to marketing, ewentualnie w rzeczywistości poparty dodatkową lekcją danego przedmiotu lub kółkiem teatralnym, które nauczyciel realizuje poświęcając godziny zarezerwowane na „pracę własną”.

Nie zmienia to faktu, że młodzież już wtedy nakierowuje swoje życie zawodowe na jakiś tor. To wcześnie, bardzo wcześnie! I ciągle będę twierdzić, że nie do końca świadomie.

nastolatek 2
fot. Cezary Szymkiewicz

 

Świetlana przyszłość

Dobrze zadać sobie co jakiś czas dwa pytania. Czego chcę? Jak to zdobędę? Podkreślam, że co jakiś czas, bo życie tak szybko się zmienia i weryfikuje nasze plany, że nie zawsze warto trzymać się kurczowo wymyślonej drogi. Gdybym miała dorastające dziecko, męczyłabym je tymi pytaniami. Ale nie mam, więc siebie męczę i na dobre mi to wychodzi.

Wiesz dlaczego poświęcam temu uwagę?

Bo ważna jest motywacja. A żeby być zmotywowanym trzeba mieć jasno sprecyzowane cele. Co więcej, jak już je masz, to zyskujesz automatycznie większe szanse na ich realizację i bycie ponad tymi, którzy tylko wiedzą, że chcieliby coś osiągnąć, ale tak w zasadzie to nie wiedzą za bardzo co, po co i jak.

 

Od początku

We wstępie wspomniałam, że ta polonistyka sama się zasiała w mojej głowie i faktycznie tak było. Nie wiedziałam z czym to się je i co mnie tam czeka. Co po niej – tego też nie wiedziałam. W trakcie okazało się tylko, że naprawę to lubię, że nie chciałabym niczego zmieniać i praca w szkole jest inspirująca, absorbująca i idealnie zaprojektowana dla kobiety. A przecież polonistyka daje też inne możliwości, to nie tylko „skazanie” na szkołę!

Moja droga sama chwyciła mnie za boki i postawiła na swoim starcie. Podjęłam wyzwanie i idę nią od dwóch lat, sprawnie przeskakując przez dołki, omijając wystające kamienie, czasem nawet przyczepia mi skrzydła i pozwala się nad sobą unosić. Niczego nie żałuję.


A Ty? Na jakiej drodze jesteś? Kiedy ją odnalazłeś? Wiem, że czytają mnie studenci, którzy za parę dni dopiero zaczną uniwersytecką przygodę. Czujecie, że to Wasz moment i wybór najlepszy z możliwych? Zaświtał przed rekrutacją, czy może coś innego miało na niego wpływ?

  • Gdybym miała wybierać zawód w 6. klasie podstawówki, pewnie bym się gdzieś w międzyczasie załamała. Tak jak Ty, chciałam wtedy uczyć polskiego. Tylko w przeciwieństwie do Ciebie, nie mam talentu pedagogicznego i właściwie to nie lubię pracować z ludźmi, a już na pewno nie z pozycji „stoję za katedrą i skupiam na sobie uwagę”.

    Kończyłam 8-letnią podstawówkę i pierwszą prawdziwą decyzję dotyczącą przyszłości musiałam podjąć, mając 15 lat. Z perspektywy czasu uważam, że była to decyzja nie do końca właściwa, bo poszłam do ogólniaka „jak wszyscy”.

    Chciałabym wspierać moje dziecko w rozwoju jego talentów bardziej, niż zrobiła to moja szkoła (bo rodzice wspierali bardzo dobrze). Uważam, że dzieciaki w gimnazjum powinny mieć zajęcia z doradztwa zawodowego, testy predyspozycji itd., a nie tylko sprawdziany z pisania rozprawek czy obliczania wysokości trójkąta.

    • Takie zajęcia z doradztwa i badania predyspozycji oficjalnie są, ale przeprowadzane często w taki sposób, że nic nadal się nie wie. Mi taki test w gimnazjum wykazał, że „jestem artystką”. Nieźle, prawda? 😉

  • foggirl

    Chodzę do 2 klasy gimnazjum. I szczerze mówiąc zbytnio nie wiem kim chcę być w przyszłości… od małego ciągnęło mnie do teatru i sceny oraz do szkoły =). Teraz wiem, iż raczej z moim usposobieniem nie uda mi się dostać do szkoły teatralnej. Więc waham się pomiędzy polonistyką, dziennikarstwem i psychologią. Zdaniem rodziny wszędzie powinnam sobie poradzić. Jednak nie jestem pewna, którą drogę wybrać… Post bardzo ciekawy, chyba zostanę tu na dłużej =D
    dalekooddzis.blogspot.com

    • Jeszcze masz trochę czasu na zastanowienie się. A może są w Twoim mieście licea z klasami teatralnymi? 🙂 Ja chciałam do takiej pójść, ale niestety nie powstała w roku, w którym ja zaczynałam szkołę średnią. Dziękuję za komentarz i zapraszam częściej 🙂

  • Zawsze lubiłam biologię i naturę w ogóle. Kiedyś, jeszcze w podstawówce, przeglądałam pewną książkę – taką o naukach przyrodniczych, ale dla dzieci. Zobaczyłam obrazek, który mnie zaciekawił. W zasadzie dwa podobne, na jednej stronie. Pierwszy: żółte i zielone kółko razem dają dwa żółte, dwa żółte dają razem trzy żółte i jedno zielone. Drugi: dwa żółte, gładkie kółeczka dają razem głównie żółte, gładkie kółeczka, ale też jedno zielone i pomarszczone, dwa zielone i gładkie, oraz dwa żólte i pomarszczone. Stronę wcześniej był portret pana w okularach, takiego trochę jak Kolbe, oraz trzeci obrazek: żółte z zielonym daje żółte. Tam zaczynał się tekst o Mendlu, genetyce i grochu o nasionach, które mogą być żółte lub zielone, gładkie bądź pomarszczone. Od tego momentu marzę o zajmowaniu się genetyką.
    Aha, i testy predyspozycji są w gimnazjach. Dowiedziałam się, że jestem humanistką i mam iść na prawo, jak kazała nauczycielka wosu. Doradztwo zawodowe też było, ale nie poszłam, wszyscy inni dowiedzieli się, że liceum jest okropne, mogą iść do zawodówki albo do technikum, ale technikum jest super i możemy być na nie za głupi. To było głupie.
    Lepsze byłoby poznawanie różnych zawodów. Moja mama poszła na matematykę… bo na co miała iść, jak była dobra z matematyki? Potem zafascynowała ją farmacja, bo w ogóle dowiedziała się, o co w tym chodzi – niby każdy był kiedyś w aptece, ale kto wie, na czym polega taka praca? Może gdybym wiedziała o istnieniu jakiegoś zawodu idealnego dla mnie też nie chciałabym już genetyki.

    • Oj, jak ja uwielbiam Twoje komentarze. Zawsze długie, bogate w opisy osobistych doświadczeń, dziękuję Ci za nie bardzo 🙂 Ciekawi mnie również, co robi się po genetyce? 🙂

      • Ależ proszę 🙂
        Ja idę na medycynę, by mieć specjalizację z genetyki. To będzie wyglądać mniej więcej tak:
        – przychodzi pacjentka, dwie kobiety w jej rodzinie miały raka piersi, chce się sprawdzić, mówisz jej, że ma ,,tylko” ryzyko populacyjne;
        – przychodzą rodzice, jedno dziecko mają chore albo co gorsza zmarło z powodu np. braku jednego z chromosomów w parze 1. (jak na warsztatach nie mogłam znaleźć w danym mi zestawie drugiego chromosomu z tej pary i zapytałam, czy to może być ta mutacja, to dowiedziałam się, że takiego pacjenta nie mogli mieć, bo nie przetrwałby do swoich narodzin, a na koniec okazało się, że badałam zespół Downa); na podstawie rodzaju choroby i sposobu dziedziczenia mówisz im, czy następne też będzie chore, czy to zdarzyło się może jednorazowo.
        Takie przykłady się podpatrzyło na wykładach na umedzie. Ja bardziej chciałabym rozwijać tę dziedzinę dalej, byśmy mogli zrobić więcej. Są sytuacje, gdy w rodzinie zdarza się rak jakiegoś narządu kilka razy – widzieliśmy mocno przerażające drzewa genealogiczne, gdy z rodziny pacjenta trzy bliskie osoby umarły na taki sam nowotwór – i my wiemy, że to geny są winne, ale już nie możemy powiedzieć, jakie geny.

  • Jestem 2 liceum. I mój pomysł na życie… chociaż, zaraz zaraz, to nie do końca jest pomysł na życie. To pomysł na to, co chcę w życiu osiągnąć, by być szczęśliwą i dumną z siebie. Chcę skończyć studia psychologiczne i marzy mi się pomagać osobom z zaburzeniami depresyjnymi. Dlaczego? Jako młodsza (w sumie nadal też) często wpadałam w różne „dołki” i stwierdziłam, że jeżeli ktoś całymi latami swoje życie uważa za bezsensowne i zatraca się jedynie w smutku – to chcę mu pomóc, chcę umieć mu pomóc, bo przecież życie jest piękne. Kolejnym planem jest skończenie filozofii – tak, tak, kierownik zmiany w McDonald’s, dajcie spokój. Po co mi filozofia? Lubię myśleć, chcę myśleć więcej, chcę myśleć szerzej… a poza tym po prostu mnie to fascynuje. Nie potrzebuję czterech zer na koncie miesięcznie. Chcę mieć w życiu spokój i zajęcie oraz wiedzę, które mnie satysfakcjonują.
    Pozdrawiam. 🙂

    • Twoje pomysły są bardzo dobre! W końcu być spełnionym, szczęśliwym i dumnym to wielki sukces, nieważne w jakiej dziedzinie 🙂 Filozofia mówisz… Ja mam tylko jej historię jako przedmiot na studiach 🙂

  • Ja nie wiedziałam, czym chcę się zajmować aż do rozpoczęcia studiów. Wybrałam trochę intuicyjnie, trochę przypadkowo i.. trafiłam całkiem dobrze. Studia pozwoliły mi dostrzec, że nauka języków obcych jest dla mnie prawdziwą pasją. Do tego stopnia, że zdecydowałam się na drugie, również dotyczące języka 🙂

    • A można wiedzieć jakich języków się uczysz? 🙂

      • Na studiach języka chińskiego i hiszpańskiego, a samodzielnie jeszcze kilku innych 🙂

  • Dużo zarabiający prawnicy, tiaaa – zapytaj aplikanta, czy zarabia więcej niż kasjer w biedronce, to zweryfikujesz ten stereotyp. 😀

    • A po aplikacji? Też jak kasjerzy? To może uczelnie powinny otworzyć nowe kierunki pt. „Kasjer/sprzedawca” i to będzie hit większy niż prawo czy medycyna 😀

      • Po aplikacji również nie jest lekko. Szczególnie, jeśli ktoś nie podejmował żadnych starań w kierunku budowania własnej marki, przyciągania potencjalnych klientów. W takiej sytuacji, start z własną kancelarią bez żadnej bazy może być bardzo trudny.

  • Moja droga do tego, gdzie jestem teraz była wyboista. Wiedziałam tylko, że chcę iść w stronę Japonii. Nie udało mi się jednak dostać na japonistykę, toteż poszłam na zarządzanie, które było strzałem w piętę. Teraz kończę filologię angielską i cieszę się, że tak się stało. Język to podstawa, poradzę sobie z nim dalej. Nauczyciel? Być może, a jeśli nie to tłumacz. W końcu wyląduję tam gdzie zawsze chciałam. Inaczej niż chciała, ale jednak 🙂

    • Japońskiego zawsze możesz uczyć się prywatnie. Robisz coś w tym kierunku, czy wraz z zarządzaniem i angielskim umknął gdzieś czas wolny?

  • Mam 26 lat i nadal nie wiem, którą z dróg wybrać, zwłaszcza, że kilka z nich jest nader ciekawych 🙂 Czasem się po prostu wie, czego chce się od życia. A czasem… próbuje się, aż znajdzie się to, czego się oczekuje 🙂

    • Piszesz tak tajemniczo, że chciałabym dowiedzieć się co to za nader ciekawe drogi! 🙂

      • Przede wszystkim fotografia i to na niej na razie skupiam się najbardziej 🙂

  • Podejmując próbę odpowiedzi na tytułowe pytanie – sądzę, że niezbyt, ale też nie można uogólniać, bo nawet niektórzy dorośli (w tym ja) nie są pewni, co chcą robić i tak na dobrą sprawę nie ma nic w tym złego.

    Ja gdzieś w okolicach gimnazjum zaczęłam zastanawiać się nad architekturą, ale to były dość niezobowiązujące rozmyślania. Potem, przeglądając w liceum listę kierunków, przy niczym innym serce nie zabiło mi mocniej. Jestem teraz w połowie studiów, i szczerze to nie jestem pewna na 100%, czy chcę być architektem, ale zdaję sobie sprawę, że ten dyplom umożliwia mi inne drogi życiowe, a jeśli dołoży się do niego sporo pracy własnej, to powstanie z tego dobra mieszanka. Od zawsze lubiłam tworzyć i wiem, że chcę to robić w przyszłości. Nie zamykam sobie żadnej furtki, jestem ciekawa, co przyniesie czas 🙂

    • Jesteś pierwszą znaną mi osobą studiującą architekturę 🙂 Zawsze wydawało mi się, że to są bardzo trudne studia i wymagają nie tylko „tęgiego” umysłu, ale też ogromnego talentu manualnego i po prostu kreatywności 🙂

      • Masz rację, nie jest lekko, szczerze mówiąc. Bo właśnie ta techniczno-artystyczna mieszanka wymaga dość dużej elastyczności 😉 Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będę mieć takie przedmioty techniczne jak konstrukcję, fizykę budowli czy mechanikę. Strasznie naiwne miałam myślenie, kiedy spodziewałam się, że wraz z maturą z matematyki skończy się moja przygoda z matematyki, nie wiem, gdzie był mój mózg, kiedy wybierał się na studia inżynierskie, haha! 😀

        W naszych archikręgach żartujemy sobie, że architekt to taki ni to artysta, ni to inżynier 🙂

  • O, też kiedyś nad tym myślałam. Z jednej strony – może nie wie, ale z drugiej – kiedy ma zacząć próbować dowiedzieć się, jeśli nie teraz? Jak będzie miał 30 lat i wciąż mieszkał na garnuszku rodziców, usiłując zastanowić się, gdzie właściwie ma się zaczepić? Zgadzam się z tym, że narzucanie dwunastolatkom szkół profilowanych jest beznadziejnym pomysłem, bo po podstawówce dziecko dopiero zaczyna się kształcić. To, że wie, że nie lubi matematyki, nie znaczy, że jest „skazany” na profil humanistyczny – a niestety część rodziców tak rozumuje. Nie kwestionuję też istnienia profilu humanistycznego, ale już wiem, że większość osób idzie tam tylko dlatego, że nie wiedzą, gdzie iść do liceum. I zajęcia z doradca zawodowego niewiele tu pomogą – miałam w gimnazjum takie zajęcia i szczerze? Nikt z nich nic nie wyniósł. Ja dowiedziałam się, że mogę „zostać artystką”, cokolwiek to miało znaczyć. Wydaje mi się, że w kwestii nakierowania dziecka na drogę powinni pomóc rodzice. Oczywiście nie na zasadzie „masz iść na medycynę, bo tak mi się podoba”, ale podsuwać różne zawody, rozmawiać o nich, wypisać mocne i słabe strony dziecka tak, żeby sobie uświadomiło, że może matematyka to faktycznie nie to, ale w sumie biologia? Czemu nie? I pokazywać różne zawody, które można po takich a nie innych studiach wykonywać. Bo część zamyka się też na myśleniu, że jak już się dostali na studia, to problem z głowy. A problem zaczyna się dopiero po studiach 🙂

    Ups. Ale się rozpisałam 😉

    • Te zajęcia w moim gimnazjum wyglądały tak, że zebraliśmy się wszyscy na świetlicy, cieszyliśmy się, że nie ma lekcji, rozwiązaliśmy strasznie banalny test, z którego też mi wyszło, że jestem artystką i tyle. Tak mi pomogli! 🙂

      Dziękuję za rozpisany komentarz 😉

  • Pamiętam, że w gimnazjum mieliśmy zajęcia z doradztwa zawodowego. Dowiedziałam się na nich, że praca którą obecnie wykonuję i która mnie bardzo cieszy, nie jest dla mnie 😉
    Moim zdaniem, duże znaczenie mają nauczyciele, których spotykamy na swojej drodze. I to, czy na pewnym etapie ktoś nam podpowie, że mamy talent do czegoś, że warto iść w jakąś stronę.

  • Mi w wyborze pomógł mój blog i technikum jakie skończyłam.
    W pewnym momencie zorientowałam się, że lubię słuchać nauczycielek, że te tematy mnie interesują.
    Było to technikum handlowe. Prowadząc blog, uczyłam się powoli jak go promować, dzięki temu zdałam sobie sprawę, że mogę przy tym siedzieć godzinami! Dlatego uświadomiłam sobie, że marketing internetowy to jest to 🙂 Było to w czasie gdy wahałam się czy w ogóle iść na studia! Wcześniej nie miałam zielonego pojęcia co chce robić. Uczucie jakie towarzyszyło znalezieniu właściwej drogi było świetne.

    • Mam trochę podobnie z blogiem, z każdym dniem podoba mi się bardziej to, co tu robię, zaczęłam interesować się marketingiem internetowym i sprawia mi to więcej frajdy niż np, pisanie konspektów lekcji 😉

  • Jak ja się cieszę, że moja edukacja to podstawówka, liceum i studia… Żadnych gimnazjów po drodze i wyborów podejmowanych, moim zdaniem, w zbyt młodym wieku. Jestem prawnikiem, ale sprawdzam się w administracji. Gdybym była jednak o 10 lat młodsza to pewnie teraz byłabym informatykiem. Kto wie?

  • To takie trudne zdecydować się co człowiek chciałby robić w życiu.
    Ja zrobiłam sobie przerwę po liceum i poświęciłam ją na naukę języka
    angielskiego, oraz utwierdziłam się w przekonaniu co chcę studiować. Jeśli młody
    człowiek nie może się zdecydować w jakim kierunku iść, zdecydowanie polecam
    taki ‘gap year’J

    • Podróżowałaś w tym czasie? ‘Gap year’ kojarzy mi się z poznawaniem świata 😉

  • Justyna Witkowska

    ja swoją drogę i pasję odkryłam pod koniec studiów, z zupełnie innej branży.

  • Mam teraz 30 lat i całkiem burzliwą ścieżkę kariery za sobą. Najpierw miałam być artystką, graficzką, ale to wymyślili mi rodzice. Jako licealistka odrzuciłam ten pomysł i poszłam na filologię polską, chcąc być KONIECZNIE nauczycielką lub redaktorką. Polonistyka to było to! Po roku polonistyka mi obrzydła (podobnie jak czytanie!!!), więc ją rzuciłam i, będąc na urlopie dziekańskim, poszłam do pracy. Następnie stwierdziłam, że od zawsze marzyła mi się psychologia. Pech chciał, że jej nie skończyłam – pewnie zrobię to za rok (został mi jeden przedmiot do zaliczenia i magisterka, ale jestem na zaocznych, więc koszty). I od roku siedzę w IT, robiąc strony internetowe: blogi, sklepy, portfolia zawodowe… Nie jest to coś, co mnie pasjonuje, ale jakoś samo wyszło, że się tym zajmuję. Taka kreatywność XXI wieku 😀
    Nadal nie wiem, kim chcę zostać w przyszłości – myślę, że po prostu będę rozwijać swoje kompetencje i co jakiś czas się przekwalifikowywać, dostosowując się do aktualnych potrzeb (moich i rynku pracy). Paradoksalnie cały czas pracuję z szeroko rozumianą komunikacją, więc jest to na swój sposób spójne.
    Mam wrażenie, że wymuszanie na młodzieży dookreślania swoich predyspozycji jeszcze w podstawówce to kompletny bezsens w świetle tego, że minęły czasy, kiedy pracuje się całe życie w jednej firmie, ciągle giną stare zawody i pojawiają nowe i szacuje się, że każde z nas przekwalifikuje się jakieś siedem razy w życiu. Więc może warto chociaż ludziom mówić, że dla wielu z nich obecny wybór jest tylko tymczasowy?

    • Skoro zaczynam trzeci rok polonistyki, to znaczy, że raczej mi już nie zbrzydnie. Oj, ale ta kreatywność XXI wieku brzmi bardzo dobrze! Najchętniej robiłabym dwie rzeczy: uczyła w szkole i działała prężnie w Sieci 🙂

  • Judyta Patoka

    Jestem tegoroczną maturzystką, obecnie też studentką. po maturze ustnej z polskiego, jako że jedna z pań w komisji pracuje też w radiu, poprosiła nas o odpowiedź na kilka pytań odnośnie samej matury, ale też planowanej przyszłości. Koniec końców tylko kilka osób miało sprecyzowany plan. Większość wiedziała w jakim kierunku mniej więcej chce iść, a część nie miała jeszcze bladego pojęcia. W maju. Miesiąc przed składaniem papierów na uczelnie.

    Ja wybrałam Akademię Muzyczną, a dokładniej Muzykoterapię. Psychologię uwielbiam od dawna, a do szkoły muzycznej chodzę tyle lat, co do ‚normalnej’, czyli dwanaście. Dość długo nie miałam konkretnego pomysłu, aż pewnego dnia wpadłam na ten z muzykoterapią. Okazało się, że nie dość, że taki kierunek istnieje, to dopiero się rozwija, a zapotrzebowanie jest coraz większe! Studiów jeszcze nie zaczęłam, ale patrząc na plan zajęć już nie mogę się doczekać! Najgorszy jest fakt, że jestem ewenementem, bo może 5/35 osób z mojej klasy dostało się w miejsca, które pozwolą im zrealizować plany. Reszta poszła na cokolwiek, bo nie znaleźli sposobu na łączenie pasji z przyszłą pracą. Smutne to bardzo, bo sama wiem, że gdyby nie muzykoterapia, to poszłabym na ‚cokolwiek’ i ostatecznie zasiliła grupę nieszczęśliwych dorosłych :/

    • Bywa i tak, że w maju nie wiedzą, cóż. Może to też wynikać z niepewności pt. „Jak zdam maturę?”, „Czy gdziekolwiek się dostanę?” itd.

      Po muzykoterapii będziesz mieć bardzo przyjemną pracę! Tak mi się wydaje.

  • Wcale mnie nie dziwi to, że większość młodych ludzi nie wie kim chce zostać w przyszłości. W szkole przecież sowich pasji nie rozwijają , bo nie ma na to czasu a poza lekcjami jest przecież jeszcze jakieś życie w domu, czy na podwórku, albo chociażby na fejsbuku. Ja sam będąc w gimnazjum nie wiedziałem jeszcze co chcę robić dokładnie w życiu a profil w ogólniaku trzeba było wybrać. Idąc na studia też kierowałem się raczej intuicją niż jakimiś konkretnymi dowodami na to, że będę czuł się w tym zawodzie dobrze. A teraz? Teraz widzę, że studia same w sobie też nie dają mi tej wiedzy, która pomogła by mi w praktyce. Pasje tak naprawdę trzeba rozwijać samemu i w każdej chwili życia doszukiwać się tego, co będzie dla nas korzystne.

    • To już urok edukacji akademickiej – mnóstwo teoretycznej wiedzy. Myślałam nawet o tym, by rozpocząć kolejny kierunek studiów, ale jak pomyślałam, że będę musiała przechodzić przez kolejne zupełnie teoretyczne przedmioty, które po sesji pójdą w zapomnienie, to postanowiłam poświęcić ten czas na rozwijanie bloga i wolontariat 🙂 Przynajmniej będę robić coś, co może mnie czegoś nauczyć w praktyce.

  • Ja wiedziałam już w gimnazjum a nawet podstawówce, że chcę pisać. Na początku liceum zdecydowałam się na studia, które były świetnym wyborem.
    Mam dwóch braci, którzy również wcześnie wiedzieli czego chcą. Ale prawda jest taka, że nie wszyscy wiedzą, ba! ludzie mający po 30 – 40 lat nadal nie wiedzą czego chcą. Zdarzyło mi się rozmawiać z ludźmi po pięćdziesiątce, którzy mówili, że dopiero z perspektywy czasu widzą, że przypadek, nie oni, kierował ich życiem.

  • Wiek gimnazjalny to nie jest dobry wiek na wybieranie swojej przyszłej drogi zawodowej. W tym wieku nie da się decydować o tak istotnych rzeczach… Owszem są ewenementy, które od podstawówki wiedzą, że będą prawnikami, lekarzami (albo wiedzą to ich rodzice – tej zagadki nie rozwiąże nigdy). Jestem ścisłowcem ale do liceum nie poszłam na matematykę czy fizykę jak nalegał mój Tata (sama nie wiem czy przypadkiem nie robiłam mu na złość). Poszłam na profil biologiczno-chemiczny. I nie, nie marzyłam o medycynie. Właściwie nie wiem o czym wtedy myślałam. Coś musiałam wybrać. Z perspektywy czasu myślę, że Tata miał czuja i mat-fiz był dla mnie. Nie oznacza to, że biol-chem nie. W 3 liceum kolejna trudna decyzja: studia. Wybrałam fizjoterapię (kolejny strzał). Dziś jestem na 3 roku i jestem zadowolona z tego wyboru. Tak więc moje robienie na złość nie wyszło mi na złe. Idąc jednak na studia dawałam sobie margines błędu i od razu wiedziałam, że jeśli mi się nie spodoba to zrezygnuję i to zmienię. Ale zostałam! Podoba mi się to i cieszę się, ze tu jestem. Na studiach technicznych po mat fizie też dałabym radę. Ale opcja, którą mam teraz jest na tyle świetna, że nie zmieniłabym jej.

    • Praca z ludźmi, pomaganie, ciekawa praca przed Tobą. Robisz już coś z tym związanego?

      • Chciałabym połączyć to z moim drugim zamiłowaniem czyli sportem. Jakieś centrum rekreacyjno-rehabilitacyjne. Instruktora judo już mam. Chcę robić kursy, ale póki jestem czynnym zawodnikiem mam mało czasu na nadprogramową edukację.

  • Jestem w 2kl LO. W gimnazjum myślałam w przyszłości o czymś związanym z geografią. Wybierając profil w liceum zdałam sobie sprawę, że jestem humanistką więc padło na klasę prawniczo-językową, chcociaż nigdy nie przyszło mi do głowy żeby zostać prawnikiem. Szybko jednak zaczęła być to dla mnie kusząca wizja. Po pierwszej klasie zasiał się we mnie pomysł studiowania w Niemczech. Pół roku później zaczęłam przez korepetycje przygotowywać się do matury rozszerzonej z niemieckiego. Dziś już jestem pewna swoich wyborów i walczę z historią, wos-em, angielskim i niemieckim. 🙂

  • Co roku mam inny pomysł na siebie, ale to ostatni dzwonek, żebym się zdecydowała, bo w tym roku matura. Mam dziewiętnaście lat, a równie dobrze mogłabym mieć dziewięć. Tak samo nie wiem co chcę w życiu robić jak wtedy. :V Profilowane gimnazja to raczej bezsens, w podstawówce nikt nie wie co chce ze sobą zrobić.

  • Ja kończę psychologię, ale w zawodzie nie pracuję:( Dążę do tego i za parę lat planuję zostać terapeutą, ale do tego jeszcze długa, ponad 4-letnia droga:) Psychologia wpadła mi do głowy naturalnie – lubiłam dużo myśleć, zastanawiać się nad tym, czemu ludzie zachowują się tak, a nie inaczej, byłam ciekawa człowieka. Taka była motywacja. Okazało się, że psychologia to to i wiele więcej, ale zdecydowanie nie byłam kompletnie przygotowana i uświadomiona, co się właściwie na takich studiach robi. I to było uczucie z I roku studiów, o gimnazjum nie wspomnę – szło się do klasy „humanistycznej”, bo panowało dziwne przekonanie o tym, że na ścisłych jest ciężko, a według mnie wtłaczanie dzieciom i nastolatkom takiego poglądu jest bardzo szkodliwe i często zamyka ścieżkę rozwoju raz na zawsze. Popieram więc pomysł z odchodzeniem od ścisłej „specjalizacji” już w szkole, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że mało kto naprawdę wtedy wie, co lubi. Albo wprowadzić system jak na amerykańskich uczelniach, tylko że w szkołach – rok czy dwa ogólnego kształcenia dla wszystkich, a potem wybór węższej dziedziny;)

  • Jestem przed wyborem szkoły ponadgimnazjalnej i nie wiem kompletnie, co robić. Przez ostatnie lata chciałam pójść na kierunek technik ekonomii, ale ostatnio stwierdziłam, że byłoby to… nudne. I tak zakiełkował się w moim umyślę plan pójścia do piątego liceum w województwie, które jest w innym mieście. Stało się to, co zwykle – usłyszałam, że będzie mi trudno, że mi się nie uda, że za daleko, że długi dojazd, a tamtejsi ludzie to nie to samo co my, osoby z miasta, o którym przecięty człowiek nigdy nie słyszał. Najgorsze jednak z tego są te wszystkie natarczywe pytania: „Wiesz chociaż, kim chcesz być?”. Nie znam odpowiedzi, ale wiem, że choćbym chciała zostać dziennikarką, to moja decyzja zostanie podkopana słowami, że niż znajdę po tym pracy. Zresztą rodzina widzi we mnie tylko księgową lub informatyka. Słaba osobowość też mi nie pomaga zbyt bardzo w wyborze.
    Gdzieś po cichu marzę o tym, że kiedyś będę mogła zarabiać na własnym blogu lub otworzyć kanał na YT, ale dla niektórych nie jest to jakikolwiek plan. Jest kilka rzeczy, co do których jestem w stu procentach pewna. Wiem, że nadal będę pisać i rozwijać się w tym kierunku. Czuję, że bez względu na wszystko nadal mogę fotografować i tworzyć swój wizerunek w internecie. Przynajmniej takie mam pocieszenie.
    Pozdrawiam
    Tutti

Related Posts