Kilka słów o ciekawych książkach

Co dwa tygodnie mam na studiach przedmiot o najnowszych zjawiskach kulturowych i znacznie bardziej mi się on podoba niż na przykład enigmatycznie brzmiąca europejskość i swojskość literatury polskiej, która jest powtórką z literatury staropolskiej. Ale stop, nie jest to wpis o moich zajęciach na uczelni, choć nimi inspirowany.

Czy ciekawe książki to te, które mają fascynującą fabułę? Pewnie tak pomyślałaś, czytając tytuł postu. Dla mnie też te pojęcia były jednoznaczne i nie zdarzało mi się rozpatrywać ciekawości lektury pod innym kątem niż to, co się w niej dzieje lub ewentualnie co z niej wynika dla mnie po przeczytaniu. A przecież istnieją książki, które nie ograniczają się jedynie do słów. Są książki, w których słowa i ich znaczenie jest drugorzędne. Albo równorzędne z czymś jeszcze. Są książki, którymi autor komunikuje, czym tylko może – kształtem słowa, sposobem jego zapisu, budową całości. Takie książki zasilają grono liberatury.

Cytując Zenona Fajfera (pana twórcę i teoretyka liberatury): „Substancją literatury jest słowo. Mówiąc słowo, ma się na myśli jego brzmienie i sens, pisząc – (niekiedy) także wygląd. O przestrzeni myśli się rzadko lub wcale. Jednak słowo, by zaistnieć w czasie, potrzebuje przestrzeni. Przynależy ona do słowa na równi z jego kształtem, dźwiękiem i znaczeniem. Tak pojęte słowo jest substancją liberatury. Liberatury czyli literatury totalnej, w której tekst i przestrzeń książki stanowią nierozerwalną całość. Fizyczny przedmiot przestaje być zwykłym nośnikiem tekstu, książka nie zawiera już utworu literackiego, lecz  sama nim jest. Architektonika i strona wizualna dzieła są więc nie mniej istotne niż fabuła czy styl. I nie ma żadnego powodu, by ograniczać się tylko do tradycyjnej formy kodeksowej. Dzieło może przybierać dowolną postać i być zbudowane z dowolnego materiału”. Cytując zbiłam ten tekst w jedność, ujmując jego wyjątkowości, w oryginale jest odpowiednio poszatkowany, oddycha. Mówi prawie wszystko.

Najprościej pisząc, liberatura odchodzi od tradycji, znanych form i utartych schematów. Zbudowana jest z wielu elementów i żaden z nich nie jest bez znaczenia. Jest ciekawa, angażująca i do granic kreatywna.

Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzi, czy ją lubię. Przewinęło się przez moje ręce parę różnych egzemplarzy książek wpisujących się w ten nurt, ale żadnej nie przeczytałam w całości. Albo inaczej – żadnej w całości nie doświadczyłam. Minusem jest również mała dostępność takich dzieł, bo jak już biblioteki mają jedną, to nie sądzę, by chciały ją wypożyczać, bo łatwo tu o zniszczenie.

Żeby nie bazować tylko na opisie, pokażę ci moje ulubione liberaturowe książki.

1. Nieszczęśni

Bryan Stanley Johnson

nieszczesni

Na grafice powyżej wygląda dość niepozornie. Ale to nie okładka, lecz pudełko, w którym znajdują się arkusze. Pierwszy i ostatni są oznaczone i je trzeba czytać tak, jakie jest ich przeznaczenie. Resztę można na chybił trafił.

2. Spoglądając przez ozonową dziurę

Zenon Fajfer

spogladajac_przez_ozonowa_dziureKsiążka w szklanej butelce. Książka, która obraca w żart konwencje drukarskie. Po raz pierwszy zostałą wydana w 2004 roku i jest sztandarowym przykładem liberatury.

3. Sto tysięcy miliardów wierszy

Raymond Queneau

280364_1_small

Eksperymentalny tom, który łączy poezję i kombinatorykę. Składa się z dziesięciu sonetów z tymi samymi rymami. Każdy z wierszy wydrukowany jest na jeden kartce pociętej na czternaście paseczków, na których są pojedyncze wersy. Pozwala to dowolnie manewrować wersami i tworzyć swoje wersje wierszy. Wyliczono, że w ten sposób można ich stworzyć aż sto tysięcy miliardów! Co ciekawe, przeczytanie ich wszystkich zajęłoby ok. 200 milionów lat (przy optymistycznym założeniu, że złożenie wiersza zajmie 15 sekund, przeczytanie 45, a czytelnik robiłby to całą dobę).

Przykłady liberatury mogłabym tu mnożyć, ale wydaje mi się, że dzięki tym trzem książkom już wiesz, czym ona jest. Może zainspiruje cię to do dalszych poszukiwań 🙂 Buziaki!

  • Słyszałam o „Nieszczęsnych” i nawet planowałam ją sobie zakupić. Ciekawi mnie do teraz czy faktycznie da się przeczytać kilka historii w jednej książce. Czy faktycznie strony nie mają znaczenia. Może kiedyś mi się to uda. Teraz jednak zainteresowałam się rownież tą wersową książką. Wow. Jest też jedna, wydana z całkiem pustymi kartkami… historia, która symbolizuje nasze własne życie 🙂

  • Cudowna opcje! 🙂 Chociaż ja i tak literaturze poświęcam zbyt mało czasu 🙁 Nie tyle ile bym chciała!

  • jako specjalista od literatury XIX-wiecznej cenię sobie klasykę i tradycję 😉

  • „Nieszczęśni” skojarzyli mi się z „Grą w klasy” i częścią „Z różnych stron” :). O okładka pudełka skojarzyła mi się z patologami ;).

  • Kinga Hrabia

    Liberatura przywodzi mi na myśl literaturę kombinatoryczną u Italo Calvina i jego „Jeśli zimowa nocą…”, zresztą nie bez powodu (http://www.techsty.art.pl/hipertekst/awangarda/oulipo/calvino.htm).

Podobne wpisy