Czy żałuję, że kupiłam iPhone’a?

Wyboraźcie sobie chociaż jedną z tych sytuacji. Lubicie dobre samochody i nie chcecie nawet myśleć o życiu, w którym bylibyście skazani na komunikację miejską. Albo co roku wyjeżdżacie na długie, zagraniczne wakacje, a w tym sezonie nie możecie i musiscie zawodowolić się weekendem w Bieszczadach. Deszczowym weekendem. Inny przykład – przyjmijmy, że jesteście fotografami i z tego żyjecie, aż tu nagle wasz najlepszy aparat ulega zniszczeniu i nie macie środków, żeby go naprawić, więc wracacie z braku laku do starego. Mniej więcej tak się czułam, kiedy oddałam swój służbowy iPhone w ręce szefa. Jak fotograf, który pojechał w Bieszczady autobusem i poślizgnąwszy się na mokrej trawie upuścił aparat. Mógł co prawda używać starego i ten stary był „w miarę”, ale „w miarę” już nigdy nie jest w stanie zadowolić, jeśli spóbuje się czegoś lepszego.

Ola i iPhone – it’s a match!

iPhone od zawsze „za mną chodził”, ale jakoś nigdy nie było odpowiedniego momentu, żeby go kupić. Od zawsze również wiedziałam, że jest to sprzęt idealny dla mnie. Nie tylko ze wględu na walory estetyczne (chociaż też!), ale przede wszystkim usprawni moją działalność w sieci. Kiedy więc miałam okazję sprawdzić, czy rzeczywiście miałabym z iPhonem „it’s a match”, gdyby ten był użytkownikiem Tindera, wszystko stało się jasne. „It’s a match” razy milion i po oddaniu pierwszego modelu, z którego korzystałam prawie rok, wiedziałam, że to narzędzie absolutnie niezbędne w tym, co robię. Tym bardziej, że przez ten rok całkiem nieźle rozwinął się mój Instagram, a telefon, do którego wróciłam na kilka dni (Huawei) nie spełniał nawet 20% oczekiwań  i potrzeb, jakie miałam.

I tak po zaledwie paru dniach nieudanych prób dojścia do porozumienia z dawnym smartfonem, wyszłam ze skelpu z białym pudełeczkiem, które wiele obiecywało. Wybrałam iPhone 6s w kolorze złotym. Trochę wstyd się przyznawać, ale na parametrach technicznych się nie znam, liczy się to, co jestem w stanie zdziałać z jego pomocą.

Do czego przede wszystkim używam telefonu?

Kiedyś odpowiedziałabym, że do utrzymywania kontaktu z rodziną i znajomymi, ewentualnie do czytania blogów w łóżku przed zaśnięciem. Dziś nie czytam przed snem z ekranu, a grono osób, z którymi chcę utrzymywać stały kontakt nieco się powiększyło (na Instagramie jest już niemal 19 tysięcy osób).

A zatem – Instagram!

Średnio jedno na dziesięć zdjęć publikowanych na moim profilu robię lustrzanką i poddaję obróbce w Photoshopie. Cała reszta powstaje dość spontanicznie (mimo wrażenia, że niektóre zdjęcia stylizuję pół dnia), jest robiona telefonem i przy pomocy aplikacji przerabiana. Gdybym chciała kupić smartfon, który miałby na tyle dobry aparat, żeby spełnić moje oczekiwania, wydałabym prawdopodobnie tyle samo pieniędzy, co na iPhone’a, a po pół roku intensywnego używania, standardowo, Android zacząłby mi płatać jakieś figle. Poza tym, kiedy przygotowuję zdjęcie do publikacji, nie używam jednej apki, ale co najmniej trzech, licząc Planoly, w którym układam feed, to już mamy co najmniej cztery. Dlatego potrzebuję czegoś, co będzie śmigało i bez zawieszeń przeskakiwało z jednej aplikacji do drugiej. Niektórym może się to wydawać zabawny argument, ale dla mnie naprawdę szalenie ważny.

Jeśli mowa o Instagramie to potrzebuję niezawodnego sprzętu nie tylko do zdjęć, ale też do samej aktywności. Dużo łatwiej odwiedzać inne profile i odpowiadać na komenatrze, kiedy telefon po prostu działa, zamiast myśleć.

Magia jabłuszka

Prawda jest taka, że iPhone nie zaspokaja potrzeb klienta, on tworzy nowe. Tak samo jak w zasadzie nie ma klientów, ale wyznawców. I ja się z tym nie mogę nie zgodzić, bo w większości przypadków jest tak, że jak raz się spróbuje korzystać z produktów marki Apple, to potem z każdą inną marką będziemy się czuć jak wspomniany we wstępie tekstu człowiek w autobusie, rozpamiętujacy swoje Porsche.

Czy zrobiłabym to jeszcze raz?

Zecydowanie tak i odpowiadając przy okazji na tytułowe pytanie – nie żałuję, że kupiłam iPhone’a. Sprawdza się doskonale. Wielokrotnie zastępuję mi też komputer, większy sprzęt odpalam ostatnio tylko wtedy, gdy chcę coś napisać, chociażby ten wpis czy kolejną stronę jakiejś pracy na zaliczenie.

Dlatego jeśli stoicie przed wyborem – nie ma się co wahać. Nie pożałujecie.

Podobne wpisy

Inline
Inline