Pielęgnacja włosów inspirowana naturą – Biovax Opuntia Oil and Mango

XXI wiek niesie nam całą gamę produktów do pielęgnacji ciała i włosów. Niestety, większość z nich ma tylko ładne, kolorowe opakowania, czasem oszałamiający zapach, innym razem wyjątkowo dobrą reklamę, a tak naprawdę skład bardzo kiepski i w rezultacie nasze dbanie o siebie jest trochę oszukane. Przyznam, że znalezienie kosmetyków, które nie są naszpikowane chemią i do tego nie pachną ziołami wcale nie jest łatwe. Ale na szczęście możliwe.

Świata nie zmienię, nie wyrzucę też swoich dotychczasowych kosmetyków, ale kolejne wybory mogą być lepsze od poprzednich. Swoją przygodę z poszukiwaniem dobrych, naturalnych produktów rozpoczęłam z marką L’biotica, kojarzoną w Polsce z serii do włosów Biovax. Znałam ją wcześniej, pokochałam teraz, dzięki produktom z linii Opuntia Oil & Mango. O-jej! Zacznijmy od początku.

Po zimie i w minione lato robionym ombre (rozjaśniacz to zło, nie używajcie rozjaśniacza!) moje włosy wyglądały, nie żartuję, jak kupka siana. Szczególnie końcówki, ale te „końcówki” miały z pięć centymetrów albo i więcej. Wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić, bo w końcu włosy to jedna z wizytówek kobiety. Zaczęłam od podcięcia, bez sensu byłoby ratowanie tej części, której, zdawałoby się, nic nie pomoże. Więc pomogły nożyczki mojej mamy. A tuż po tym rozpoczęłam kurację regenerującą z Biovax, przeznaczoną do włosów zniszczonych i bardzo zniszczonych, pozbawionych gładkości i blasku. Wiecie, jak szaleć to szaleć, zaczęłam używać wszystkich produktów z nowej linii, czyli szamponu, odżywki, maski i balsamu. Balsam okazał się największym hitem, ale porozczulam się nad nim potem.

Każdy z tych kosmetyków składa się z ok. 90% składników naturalnych, żaden nie zawiera parabenów, parafiny i SLS/SLES. Zapowiada się dobrze, prawda? Jak wskazuje sama nazwa serii, produkty wzbogacone są w:

  • Opuntia Oil, będący źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych Omega-6 i Omega-9, które tworzą warstwę ochronną na włosach. Jest to najdroższy olej z gamy roślinnych, aby wytworzyć litr, potrzeba aż miliona pestek opuncji figowej (zbiera się je tylko przez kilka dni w roku). Sprawia, że włosy stają się gładkie bez efektu obciążenia.
  • Masło Mango, które ma specjalne zadanie, a nawet dwa – wygładzać i zapobiegać rozdwajaniu się końcówek. Na moje oko, a raczej nos, pełni jeszcze jedną funkcję: znakomicie pachnie!
  • Ceramidy, naturalny cement łączący łuski włosa. Odbudowują przesuszone włosy.

Porozmawiajmy trochę o wszystkich, bo naprawdę są godne uwagi.

Szampon cudotwórca

Pewnie zastanawiacie się dlaczego nazwałam go cudotwórcą. Już tłumaczę. Jestem przyzwyczajona do mycia włosów codziennie, moje włosy też – szybko się przetłuszczają. Dzięki temu szamponowi – i tu sama jestem zdziwiona – mogę pozwolić sobie czasem na mycie włosów co drugi dzień, bo zwyczajnie nie widzę potrzeby częściej! Na buteleczce możemy przeczytać, że oprócz odżywienia i wygładzenia włosów, serwuje nam również dobre oczyszczenie, świeżość i piękny zapach na dłużej i… nie można mu tego odmówić. Potrzebuję po nim, jak zresztą po każdym szamponie, odżywki, ale co do samego mycia i utrzymania tej czystości spisuje się świetnie. No cudotwórca 🙂  P.S. Macie większe buteleczki?! 😉

Odżywka do zadań w trybie przyspieszonym

Ja wiem, ja wiem, ja jestem „wolniej” i nie powinna mnie cieszyć odżywka, która w pełnej nazwie ma słowo „ekspresowa”. W dodatku 7 w 1, a mówi się, że jak coś jest od wszystkiego to jest od niczego. Ale przyznawać się, komu nie zdarzyło zasiedzieć się wieczorem na Instagramie, a potem w pośpiechu myć włosy, bo rano trzeba jakoś wyglądać? Taka 60-sekundowa odżywka okazuje się być wtedy zbawienna. W ogóle okazuje się być zbawienna przy codziennej pielęgnacji włosów, gdy nie możemy poświęcić tych piętnastu czy dwudziestu minut na noszenie maski. 7 w 1 oznacza tu: 1) odbudowę i wygładzenie na całej długości, 2) termoochronę podczas stylizacji, 3) głębokie nawilżenie i miękkość, 4) ułatwione rozczesywanie, 5) piękny połysk, 6) ograniczone elektryzowanie się, 7) podatność na układanie. Uff, ciekawie, prawda? Czy spełnia każdy z siedmiu założeń? Trudno mi dobrze ocenić punkt pierwszy. Dalej – ufam, że zapewnia mi ochronę podczas suszenia (a suszarki używam zawsze), rozczesywanie idzie gładko (w połączeniu z Tangle Teezerem można powiedzieć, że staje się to czynnością przyjemną), włosy rzeczywiście się nie elektryzują i wyglądają na zadbane. A przynajmniej ja tak uważam 😉

Maska do zadań w trybie slow

Mieliśmy coś fast, mamy i slow. Zacznę od tego, że wszystkie te produkty pachną tak, że chciałoby się je zjeść, a jak ponosi się taką maskę przez 15 minut, to zapach ZOSTAJE na włosach w zasadzie do kolejnego mycia. Maskę zaleca się stosować co 3-5 dni, najlepiej z użyciem czepka i ręcznika, który pozwoli zachować stałą temperaturę podczas „zabiegu”. Często wybieramy odżywki, które nie wymagają zbyt wiele czasu, ale warto znaleźć co parę dni dłuższą chwilę na regenerację włosów z maską. Dla tego momentu „lejących” włosów po wysuszeniu można poświęcić nawet i pół godziny! Po takim spa polecam na końcówki nałożyć odrobinę jedwabiu.

Balsamowe odkrycie, hit nad hitami

Co tam szampon, co tam odżywki i maski! Nic to w porównaniu z balsamem do włosów! Przyznam, że nie spotkałam się wcześniej z tego rodzaju kosmetykiem. Ja rozumiem balsamować ciało po kąpieli, ale włosy po myciu? Przecież można je w ten sposób przetłuścić, co za pomysł! Okazuje się, że stosowany w odpowiednich ilościach i na odpowiednie partie włosów (czyli końcówki, pasma najbardziej zniszczone, nigdy u nasady) to cudny dodatek do codziennej pielęgnacji. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Stosuję tuż po wysuszeniu włosów, żeby je nieco ujarzmić, a później to już kiedy najdzie mnie ochota, często kilka razy dziennie, to wręcz uzależniające, zupełnie jak używanie pomadki do ust czy kremu do rąk. Dziewczyny, jeśli jeszcze nie próbowałyście, od dziś zarządzam obowiązkowe używanie balsamu do włosów! 🙂 Szybko zauważycie różnice w wyglądzie Waszych końcówek i – stety, niestety – uzależnicie się 😉 Aha, dodam, że jest to produkt wyjątkowo wydajny, używam regularnie, a nie zauważyłam, by szczególnie dużo go ubyło.

Mam nadzieję, że przebrnęłyście przez moje peany na cześć serii Opuntia Oil & Mango, ale jak ja już się czymś zachwycę to nie ma zmiłuj 😉  Ale włosy są mi wdzięczne. Co ważne, efekty są widoczne po krótkim czasie. Śmiało można powiedzieć, że polskie = dobre! Produkty Biovax można kupić poprzez autoryzowany sklep www.biutiq.pl lub stacjonarnie (apteki, Super-Pharm, Hebe, Drogerie Natura).

  • Ekstraaaa, przydałoby się moim włosom, bo strasznie zniosły prostowanie keratynowe… 🙁

    • A ja byłam pewna, że takie prostowanie dobrze działa na włosy… Nie znam się!

  • Ola Jachym

    Właśnie testuję na swoich włosach. OMG, jak te kosmetyki cudownie pachną i działają! 🙂

  • Ola Oniszk

    Mam maskę Biovax z opuncją i na moich kręconych włosach dobrze się spisuje. Dzięki niej nie puszą mi się włosy, mają ładniejszy skręt, pięknie błyszczą i pachną.

  • Z takich naturalnych do regeneracji blondu polecam Ci jeszcze Pilomax Kamille Wax, bardzo „postawiła moje włosy na nogi” jeśli w ogóle można tak powiedzieć ;)) maska typu bardzo slow, bo trzyma się ją najlepiej pół godziny i to jeszcze w foliowym czepku, a najlepiej w saunie:) Ale żadna inna, nawet fryzjerska, nie dała mi takiego efektu.

Podobne wpisy