Strumienie wódki i trochę wina, tak się zaczyna… 5 weselnych koszmarków

Jako dziecko tego nie widzisz.

Zakładasz różową sukieneczkę albo granatowy garniturek, we włosach masz wszystkie spinki, które znalazłaś w swoim kuferku lub, jeśli jesteś słodkim drugoklasistą, grubą warstwę żelu, żeby wyglądać jeszcze bardziej awesome.

Zdarza się nawet, że idziesz dumnie przed nowożeńcami, w dłoniach dzierżąc białą poduszeczkę z dwoma pierścionkami. To znaczy, obrączkami. Po uroczystości w kościele gnasz z rodzicami na salę konsumpcyjno-taneczną (bawi mnie to określenie), gdzie jest dla ciebie za tłoczno, za głośno i jedzenie wcale ci nie smakuje, bo przecież wolisz frytki z ketchupem niż te flaczki i śledzika. Mimo tych niewygodnych dla ciebie momentów dobrze się bawisz, są przecież inne dzieci i fura balonów. Jesteś dzieckiem i lubisz wesela, a panny młode wyglądają jak księżniczki z twoich ulubionych bajek i to jest taaakie super.

Jako dziecko nie widzisz z ilu drobnych koszmarków składa się taka impreza, ile w niej absurdów i zupełnie zbędnych elementów. Później je dostrzegasz i zdarza ci się w ramach swoistego protestu unikać uczestniczenia w takich rodzinnych biesiadach, ale czy jako wybierająca się przed ołtarz dorosła osoba, odważysz się zrobić to po swojemu?

 

2

Jeśli nie, to musisz zmierzyć się z kilkoma koszmarkami. Zresztą, będąc tylko gościem, też musisz i nawet nic z tym nie możesz zrobić.

Wcale nie będziesz w centrum

Wszystko wskazywałoby na to, że będzie to wasz dzień. Waszej miłości, narzeczeństwa. Nowy początek. Wydałeś grube tysiące i zarwałeś kilka(naście) nocy, żeby goście twoi i twojej drugiej połowy mogli w niezłych warunkach wznieść toast za wasze zdrowie. Najbliżsi to docenią, oczywiście, ale nie myśl, że wujostwo, które poznałeś dopiero przy wręczaniu zaproszenia będzie pamiętało, jak ty w ogóle masz na imię. Na przyjęcie przyjdą, kopertę z gotówką podsuną, dziesięć minut pokręcą się na parkiecie i tyle. W pewnym momencie zapomną dla kogo i po co w zasadzie tu są.

Ta wesoła orkiestra cię wykończy

Czy jesteś inicjatorem imprezy, czy tylko gościem, swojska kapela, na którą poszło kolejne kilka tysięcy prędzej czy później zacznie wychodzić ci bokami. Jak tylko zerkniesz w ich stronę, zobaczysz, że zabierają harmonię, by pograć trochę między stołami, nabierzesz ochoty na spacer na świeżym powietrzu wokół weselnej sali. Chyba, że lubisz śpiewać i podrygiwać, że do przodu, do tyłu, w górę i w dół, próbując jednocześnie jeść chwilę wcześniej podane kluseczki z sosem. Wtedy wykreśl ten akapit.

Skompromitujesz się na wieki

Wypiłeś o dwa kieliszki za dużo i akurat teraz, jakby nie mogli później, ogłosili oczepiny. Nie udało ci się złapać welonu ani muszki, ale chwilę potem dostajesz kolejną szansę na wykazanie się, właśnie zostałeś wytypowany do uczestnictwa w świetnej zabawie. Wręczono ci żółty balonik w komplecie z innym weselnikiem i w zależności od płci albo musisz w szaleńczym tańcu przebić go rozporkiem, albo pozwolić, żeby zrobiono to na twojej sukience. Dużo frajdy, wygrałeś pół litra marnej wódki, bo ostatecznie balon pękł w hukiem, ale jak dwa tygodnie później oglądasz nagranie, pieką cię policzki i wiesz, że nie masz szans na wymazanie tych kilku minut nie tylko z filmu.

Dokarmisz mole

Rozumiem, to bardzo wyjątkowy dzień. Przecież albo ty wychodzisz za mąż, albo twoja siostra, a może zwyczajnie czujesz, że musisz mieć nowy ciuch, bo pewnie wszyscy będą wyglądać jakby właśnie wracali z tygodnia mody. W praktyce wygląda to jednak tak, że i tak wyglądasz jak wszyscy, a nowa rzecz nie nadaje się do użytku codziennego.

To moim zdaniem jednak nic wielkiego w porównaniu z bucikami panny młodej. Białe czółenka z cekinkami miałyśmy idąc do pierwszej komunii, wtedy nawet się przydały, bo pół podstawówki sypie się w nich kwiatki na procesji w Boże Ciało. Ale takie śnieżnobiałe ślubne szpileczki? Śliczne są, nie zaprzeczę. Nie wiem tylko, czy chciałabym takie mieć, założyć jeden raz pod sukienkę, spod której i tak rzadko się wynurzają, po czym odłożyć na strych i dać pożywkę molom. Beżowe też są przecież ładne!

To będzie już koniec, nie będzie już nic

Trzy czwarte z tych dwustu osób, które bawiły się z młodą parą, nie zadzwonią do nich przez najbliższy rok. Może i w ogóle nie zadzwonią, bo po co. A czy nie byłoby dla obu stron milej, gdyby goście wysilili się na jakikolwiek feedback? Że fajne wesele było? Że jeszcze raz dziękują za zaproszenie? Ale nie, łatwiej o sobie zapomnieć i przy kolejnym weselu dalekiej kuzynki nawet się nie rozpoznać.

Dodasz coś od siebie do moich pięciu punktów?

Podobne wpisy