5 sposobów na organizację czasu

Kiedy byłam w liceum i musiałam, jak każdy licealista, spędzić w szkole sześć czy siedem godzin, po lekcjach odrabiać zadania z matematyki, wieczorami czytać lektury albo pisać wypracowania, wydawało mi się, że nie mam na nic czasu. Narzekałam, że tak mało robię tylko dla siebie, ciągle jestem zajęta, a i z efektami bywa różnie. Musiało minąć kilka lat, żebym zauważyła, jak beztroskie życie prowadziłam ;-). Jestem na czwartym roku studiów, zajęć, choć powinno ubyć, przybyło, oprócz studiów i mnóstwa rzeczy, które trzeba przygotować na zajęcia, dochodzi jeszcze praca, blog, działanie w social mediach i upchnięta gdzieś część życia, którą można nazwać prywatną.

Żeby w tygodniu czytać tyle, ile w szkole czytało się przez pięć miesięcy, żeby nie zaniedbywać pracy ani bloga (to drugie jeszcze trochę cierpi) i żeby bez wyrzutów sumienia pójść w piątkowy wieczór na koncert, musiałam wypracować sobie pewien rytm działania, który mi to wszystko ułatwia i techniki, które pomagają mi być bardziej zorganizowaną. Organizacja to w moim przypadku klucz do sukcesu.

.

Co takiego robię, by móc robić więcej i nie zwariować?

  1. Planuję.
    To takie oczywiste, oklepane, o tym ciągle się mówi i pisze. I to naprawdę działa. Zwykle planuję całe tygodnie w moim Happy Plannerze. W przydzielone poszczególnym dniom rubryki wpisuję, co muszę zrobić i jakie książki/teksty na dany dzień przeczytać. Jeśli to dzień, w którym akurat jestem w pracy, też staram się wyznaczać cele na dany dzień, żeby uniknąć sytuacji, kiedy przychodzę do biura, włączam komputer i za bardzo nie wiem w o włożyć ręce.
    .
  2. Stawiam małe kroki.
    Lepiej zrobić mały krok niż ciągle być w jednym miejscu, głównie na starcie. Wiąże się to z planowaniem, ale nie tylko. W momencie, kiedy jakieś zadanie mnie przerastało, naturalną reakcją było wieczne odkładanie go na później. Wreszcie uświadomiłam sobie, że realizacja każdego większego projektu to proces, nierzadko długi i składa się on z konkretnych mniejszych etapów. Jak już się je odpowiednio podzieli – nic nie jest takie straszne, każdego dnia można dokładać kolejne cegiełki zamiast marudzić, że coś jest niewykonalne.
    .
  3. Unikam pustych minut. 
    Nie chodzi o nic innego jak o wykorzystywanie każdego wolnego momentu na zrobienie czegoś. Mam na myśli takie chwile jak jazda autobusem, stanie w kolejce czy arcynudny wykład. Łapię ten czas na przeczytanie paru stron książki, wysłuchanie podcastu czy odpisywanie ma e-maile. Chyba weszło mi to już w nawyk, bo pieklę się nieziemsko jak mimo możliwości nie mogę czegoś zrobić, bo akurat nie ma zasięgu albo nie mam pod ręką czegoś do czytania. Podobnie łączę rzeczy przyjemnie z pożytecznymi… No ale kto nie ogląda seriali podczas prasowania sterty ubrań czy robienia hybryd!
    .
  4. Noszę zegarek. 
    Bo lubię. Bo zegarki są ładne. Bo nie muszę wyciągać telefonu, żeby sprawdzić godzinę i przy okazji rozproszyć swoją uwagę powiadomieniami z Insta. Moją najnowszą fascynacją są zegarki MIUGO. Wreszcie znalazłam markę, która odpowiada mi zarówno pod względem estetycznym (stylowy minimalizm, wymienne paski, które można dopasować do stylizacji, nastroju, pory roku), jak i pod względem jakości (zegarki te wykonane są z naturalnej skóry, nierdzewnej stali, są wodoodporne). Ponadto filozofia marki zbliżona jest do mojej, krótko mówiąc: czas mierzony z MIUGO płynie wolniej i przede wszystkim świadomie, a jak już wcześniej wspomniałam, świadome zarządzanie czasem to klucz do sukcesu i jedna z najcenniejszych umięjętności w dzisiejszych czasach przepełnionych dziesiątkami rozpraszaczy, zjadaczy naszych chwil i miałkimi treściami.Co do samego modelu zegarka, wybrałam klasyczny model z czarnym paskiem. Jestem ciekawa, jak wyglądałaby Wasza konfiguracja (łatwy w obsłudze konfigurator własnego zegarka jest dostępny na stronie marki).

 

5. Wykorzystuję poranki.
Maksymalnie! Wstaję o 6, najpóźniej o 7 i staram się działać, nadrabiać, tworzyć. Moim celem są pobudki o 5, ale to może wiosną… To właśnie rankami jestem najbardziej produktywna i kreatywna, ten czas zwykle jest jedynym w ciągu dnia przeznaczonym tylko dla mnie. Bez pośpiechu, bez biegania między ulicami miasta, za to ze świeżym umysłem gotowym na wszelkie wyzwania. Cisza, spokój i poczucie satysfakcji.

.

Jestem bardzo ciekawa jakie są Wasze sposoby na organizację czasu, koniecznie dajcie znać!

  • Kiedy ja studiowałam dziennie filologię polską też musiałam nieźle się nagimnastykować z czasem 😉 bo oprócz studiów pracowałam, prowadziłam bloga, zapisałam się na drugi kierunek – logopedię i do tego wyszłam za mąż 😀 dużo obowiązków, ale najważniejsze to dobra organizacja i właśnie rytm, który należy wypracować 🙂

    • Szaleństwo! Podziwiam, że udało Ci się to wszystko pogodzić 🙂 Dobrego wieczoru! 🙂

  • Ja nadal się uczę organizacji czasu, ale idzie mi coraz lepiej – książki czytam na początku polskiego, kiedy moja nauczycielka jeszcze ogarnia obecność i wszystkie sprawy organizacyjne, na przerwach i w kolejce do lekarza; słówek z angielskiego czy włoskiego uczę się po trochu na matematyce, kiedy mam już zrobione wszystkie zadania. Ja najbardziej produktywna jestem pomiędzy dwudziestą a północą – wszyscy sobie idą spać, ja mam całkowity spokój i mogę się w końcu skupić na ważnych rzeczach 🙂
    Kiedyś, jeszcze w podstawówce, w ogóle niczego nie planowałam, nie miałam kalendarza, w którym zapisywałabym to, co mam zadane do szkoły. Pomysł pisania wszystkiego w kalendarzu podłapałam od przyjaciółki dopiero w gimnazjum i jest to jedna z nielicznych dobrych rzeczy, które wypłynęły z tej przyjaźni 🙂
    Pozdrawiam
    Tutti

    • Piszesz, że zapisywanie zaczęło się u Ciebie w gimnazjum. Przypomniałaś mi tym, że ja miałam podobnie, ale chyba dość nietypowo, bo w trzeciej klasie zaczęłam prowadzić notes zapisanymi ważnymi wydarzeniami, wyjazdami i sprawdzianami razem z koleżanką z ławki. Jeden. W dodatku zrobiony własnoręcznie, czyli złożonych na pół kilka kartek A4, z wydzielonymi dniami i datami, kartki te były przedziurkowane dziurkaczem, a przez te dziurki przechodziła mulina, która była akurat modna (przez wyszywanki) i przy okazji ładnie wszystko spinała, żeby kartki się nie gubiły 😀

  • Mam dokładnie takie same sposoby!!!! 🙂 Super! 😉

  • Dobrodziejstwa wczesnego wstawania sama ostatnio doświadczam! Wstaje w okolicach 6 i spędzam poranek sama ze sobą. Najczęściej czytam, bo w trakcie dnia nie umiem wygospodarować na to czasu i mam wyrzuty. A tak znajduje na to czas jeszcze przed rozpoczęciem tego maratonu, którym jest wypełnianie planu dnia. No i staram się nie odkładać na ostatnią chwilę. Działam z wyprzedzeniem to co mogę i dzięki temu zyskałam bardzo dużo wolnego czasu.

    A zegarek piękny. Uwielbiam takie klasyki. 🙂

  • Planowanie jest dobre,ale warto zachować dystans przy tej metodzie. Bo zawsze może wydarzyć się coś,co zniszczy plany i można się zagubić,jeśli zbyt ściśle trzyma się planów i planowania.

  • Ostatnio moja organizacja czasu kompletnie się posypała. Byłam mistrzem, a teraz ledwo dopinam koniec z końcem. Muszę wrócić do porządnego planowania, bo bez tego nic nie idzie po mojej myśli.