Zero waste dla tych, którzy myślą, że się nie da

Temat zero waste przewijał się u mnie już wiele razy i ja sama wiele razy wracałam do tej myśli: “a może by tak spróbować jeszcze raz?”. Tylko za każdym świadomym podejściem wydawało mi się, że robię za mało, żeby móc utożsamiać się z tym ruchem. Ale wiecie co? Po czasie zorientowałam się, że ja tak naprawdę w niektórych aspektach jestem, jeśli nie zero, to na pewno less waste. I uświadomiłam sobie, że właśnie o to chodzi! O te małe kroki, małe zmiany w codziennym życiu.

Zero waste dla początkujących

Kiedy zdamy sobie sprawę, że chcąc żyć zero waste wcale nie musimy na zawsze wyrzekać się plastiku i już nigdy nie kupić chleba w foliówce, od razu sprawa wydaje się być prostsza. Możemy zrobić coś dobrego dla środowiska, ale jak raz czy dwa odpuścimy, to świat się nie zawali. To według mnie kluczowe. Mieć świadomość, że nie musimy czegość robić. My tego chcemy, bo wiemy, że warto.

Zero waste dla początkujących nie powinno wiązać się z masą wyrzeczeń i utrudnień podczas zakupów. To przecież nie kara, a nasz wybór. Zauważyłam, że bez szczególnego starania się już teraz wiele czynności wykonuję w duchu zero waste. Właśnie o tych rzeczach, które pojawiły się u mnie mimochodem, a są spoko, dzisiaj chcę się podzielić, bo to takie tytułowe zero waste dla tych, którzy myślą, że się nie da.

A może wt też nawet nie dostrzegliście, że JUŻ przestaliście generować jakąś część odpadów?

Demakijaż zero waste

Nie będę ukrywać, że uwielbiam dobre, naturalne kosmetyki do demakijażu i pielęgancji twarzy. Używanie płynów, żeli, hydrolatów i olejków to obowiązkowy punkt każdego wieczoru. Co zmieniło się u mnie w tej kwestii kilka miesięcy temu? Dostałam w prezencie rękawiczkę wielorazowego użytku do zmywania makijażu. Nie byłam do niej przekonana, uważałam, że to trochę niehigieniczne tak codziennie myć twarz tą samą szmatką. Dopóki nie spróbowałam. O ile wcześniej zużywałam ok. 4-5 wacików jednorazowych do pełnego demakijażu, tak teraz zmywam go dokładniej kilkoma ruchami rękawiczką.

Czy używam jeszcze płatków kosmetycznych? Tak, bo ściereczki nie wykorzystuję do demakijażu oczu, ale czymże jest jeden płatek w porównaniu do kilku? 😉 Dodam, że do zmywania paznokci też ich nie potrzebuję, bo korzystam z bazy peel-off do hybryd i to jest mój totalny hit pod wieloma względami.

Większość dostępnych rękawiczek działa podobnie – wystarczy zmoczyć je ciepłą lub zimną wodą, nie wymagają użycia dodatkowych kosmetyków. Są wielorazowego użytku, a jedna starcza na około trzy miesiące. Po każdym użyciu piorę rękawiczki w mydle i odwieszam do wyschnięcia.

Szczerze, żaden kosmetyk nie daje poczucia takiego oczyszczenia i delikatnego peelingu w jednym.

Aktualnie używam zamiennie dwóch rękawiczek. Słynnej GLOV i o połowę tańszej myjki z Rossmanna DELETE MAKEUP. Obie kocham tak samo 😀

Doliczyć reklamóweczkę?

No nie, nie doliczać. Wyobraźcie sobie, że reklamówka foliowa rozkłada się jakieś 400 lat, a my, statycztycznie, używamy jej przez kilkanaście minut. Staram się zawsze mieć przy sobie materiałową torbę. Zresztą to całkiem wygodne – wrócić z zakupów, rozpakować produkty i nie zastanawiać się, gdzie znowu upchać zbędne zrywki.

Biblioteczka online

Uwielbiam książki, to wiecie. Kiedyś gromadziłam głównie papierowe, dzisiaj zdecydowanie częściej wybieram e-booki. Nie kolekcjonuję tych, do których wiem, że już nie wrócę. Przeczytaną książkę papierową staram się przekazywać dalej, niech jeszcze sobie pożyje, zamiast kurzyć się na mojej półce. Totalnym strzałem w dziesiątkę okazuje się u mnie wykupowanie dostępu do Legimi. Co prawda nie co miesiąc, ale jak wiem, że będę miała na to czas i że inwestycja się zwróci. A umówimy się, wystarczy przeczytać dwie książki, żeby się zwróciła 🙂 Ostatnio przeczytałam tak Potęgę podświadomości, Smart shopping i drugą część Małych bogów. Całe mnóstwo innych książek czeka na pobranie! 🙂

Obserwowanie grup na Facebooku

To nie jest porada typowo o tym, jak być bardziej zero waste, ale z całą pewnością jest to coś, co daje kopniaka w tej dziedzinie. Należę do dwóch grup na Facebooku, które gorąco polecam. Pierwsza to Zero waste bez spiny – świetne miejsce dla początkujących, mnóstwo przydatnych porad i osób, które zawsze chętnie pomogą rozwiać zerowaste’owe wątpliwości. Na serio właśnie dzięki tej grupie zmieniłam kilka rzeczy w swoim podejścu do, mówiąc ogólnie, środowiska. Druga grupa nie jest typowo o zero waste, ale o zakupach. Nie kupuję tego – miejsce dla każdego, kto chce podejść bardziej świadomie do tematu zakupów. Dziewczyny wymieniają się spostrzeżeniami i spowiadają z tego, co danego dnia kupiły. Wspólne motywowanie się jest super. Tak swoją drogą, założycielką grupy jest Olga, z którą dwa lata temu podjęłam wyzwanie Miesiąca Bez Zakupów. Może czas znowu je sobie rzucić?

Cała ta woda

O tym, ile wody dziennie trzeba wypić wie każdy. Pytanie – jaką wodę pić i w czym? Otóż, uwaga, nie musimy obawiać się picia wody… z kranu. Dla mniej odważnych (czyli takich jak ja) polecam po prostu przefiltrowaną wodę z kranu. Jasne, powiecie, że butelka z filtrem jest plastikowa. No jest, ale jedna butelka używana przez, powiedzmy, miesiąc, kontra 30 butelek plastikowych, które zużylibyśmy w tym czasie chyba robi różnicę? Poza tym zawsze można używać w domu dzbanka filtrującego (ten przetrwa znacznie dłużej) i przelewać wodę do szklanych butelek na wynos.

Małe wybory, duże zmiany

Stoimy w drogerii przed regałem z kremami. Nie wiemy, który wybrać. W sumie nam to obojętne, byleby był nawilżający. Wiecie, jaki krem najlepiej wtedy włożyć do koszyka? Taki w szkle. Szkło jest zawsze lepsze od plastiku 🙂 Podobnie z sokami, mydłem w kostce zamiast mydła w płynie, pakowaniem pieczywa w papier lub własną materiałową siatkę zamiast w folię.

Do kilku razy sztuka

Używajmy rzeczy wielokrotnie.

  • O ile osobom robiącym zakupy w supermarketach się to nie sprawdzi, tak w małych warzywniakach albo na targach można kupić jajka, idąc po nie z własną wytłaczanką.
  • Słoiki po gotowych sosach śmiało można używać do przetworów.
  • Przerabiajmy co się da. Zamiast wyrzucić stare ręczniki czy ubrania – można zamienić je choćby w ściereczki do sprzątania. Przypomniało mi się właśnie, że moja babcia ze starej pościeli uszyła sobie woreczki, w których teraz przechowuje suszone owoce, warzywa i grzyby. W ogóle babcie to skarbnice pomysłów zero waste 😉

A jakie są wasze pomysły na zero waste dla początkujących?